Popularne posty

17:56

Przegląd wakacyjnych kombinezonów

Przegląd wakacyjnych kombinezonów
Wakacje są już coraz bliżej, więc dziś przychodzę do Was z moim totalnym must-have wakacji - czyli kombinezonami. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam nosić kombinezony. Nie tylko dlatego, że są wygodne, ale też dlatego, że zazwyczaj w te dni kiedy nie mam czasu stać przed szafą i myśleć co by tu z czym połączyć, to taki kombinezon ratuje mi życie i stylizacja gotowa w trzy sekundy. 
W swojej szafie mam już ich kilka, a ostatnio domówiłam nowe na nakd. Dla tych, którzy nie wiedzą to nakd jest internetowym sklepem, który ma super ubrania i mega ekspresową wysyłkę - a jeśli chcecie wiedzieć więcej to zapraszam Was na mój wcześniejszy post o tym co warto tam zamawiać - link
Tym razem zdecydowałam się zamówić trzy kombinezony. Każdy w trochę innym stylu, o trochę innym kroju i co najważniejsze, jak na wakacje przystało są kolorowe. 



Mój pierwszy wybór padł na kopertowy kombinezon w kolorze zgaszonego różu, z wiązanym paskiem w tali. Na początku trochę się go obawiałam, bo nie byłam pewna czy  szersze rękawy będą mi pasować i czy będę się w nich dobrze czuła, ale obawy okazały się zbędne, bo po założeniu kombinezon okazał się moim ulubieńcem, a rękawy tak naprawdę nie są aż tak szerokie jak mi się wydawało. Kombinezon jest też wykonany z bardzo przyjemnego, lekkiego materiału idealnego na wakacyjne dni. Jedyne co mniej mi się w nim podoba to dekolt, a bardziej to, że jest kłopotliwy w noszeniu. Nie jestem osobą, która lubi odsłaniać zbyt wiele, a kombinezon przez to, że u góry te dwie warstwy nie są ze sobą połączone, przy każdym większym ruchu się rozchodzi, więc żeby tego uniknąć bardzo pomocna jest agrafka. Jednak pomimo tej małej wady kombinezon jest i tak na liście moich ulubieńców i już myślę o zamówieniu go w innych kolorach, bo na stronie jest ich naprawdę dużo - tu macie link.




Jako, że czasem warto wychodzić ze swojej strefy komfortu, to zamawiając ten biały kombinezon, po prostu chciałam zobaczyć jak będę się czuła w takim stylu. Szczerze powiedziawszy raczej nie jest to stylizacja, którą będę nosiła na co dzień, bo mam wrażenie, że pokazuje zdecydowanie zbyt wiele. Kombinezon ma dość głęboki dekolt, który można regulować dwoma sznureczkami. Podobnie do poprzedniego ma pasek w tali, a wyjątkowości  dodaje mu warstwa ażurowego materiału, z którego jest wykonany i bufiaste rękawy. To co bardzo mnie zdziwiło w tym kombinezonie to grubość materiału z którego jest wykonany. Pomimo że wygląda na lekki i przewiewny, to zdecydowanie nie polecam nosić go w upał, bo można się w nim ugotować.  Brak rękawów też w moim przypadku to duży minus, bo nie czuje się w tym komfortowo i cały czas mam wrażenie, że góra ze mnie zleci. Mimo to nie da się ukryć, że kombinezon wygląda bardzo uroczo i robi duże wrażenie. link do kombinezonu 




Ostatni na dziś to mój kolejny ulubieniec jeśli chodzi o to zamówienie z nakd. Jest to kombinezon w pięknym czerwonym kolorze i pomimo, że może wyglądać dość zwyczajnie to jeśli spojrzymy na jego tył to na pewno zmienimy zdanie. Plecy zdecydowanie robią robotę, a wszytko to przez głęboki dekolt i wiązanie. Jak go chcecie wiązać to już zależy od Was, mnie najbardziej podoba się kokarda, bo mam wrażenie, że wygląda bardzo słodko i dziewczęco. Do tego kombinezon jest wykonany z lekkiego, przewiewnego materiału i jest bardzo wygodny w noszeniu.  link do kombinezonu

Koniecznie dajcie mi znać co myślicie o kombinezonach i który Wam najbardziej przypadł do gustu. 
Na koniec mam też dla Was kod zniżkowy do wykorzystanie na swoje zakupy na stronie NAKD. Wystarczy wpisać kod VANILLIA20 aby otrzymać 20% zniżki! 

29 komentarzy:

16:17

Biała koszula z flamingami | Jak uniknąć rozczarowania zamawiając z azjatyckich stron

Biała koszula z flamingami | Jak uniknąć rozczarowania zamawiając z azjatyckich stron

Kto powiedział, że biała koszula musi być nuda i zarezerwowana tylko do eleganckich stylizacji? Hm.. na pewno nie ja, biorąc pod uwagę, że walczę z całych sił, aby w mojej szafie pojawiało się coraz więcej kolorów, to i tak nadal rządzi biel! Przy okazji moich ostatnich zakupów na Shein nie udało się kupić niczego kolorowego, no ale... to wszystko przez te flamingi. Mam nadzieję, że flamingowe szaleństwo jeszcze od nas nie odeszło bo dopiero teraz mogę się pochwalić  koszulą na której mam ich aż/albo tylko DWA.



Jednak muszę Wam się przyznać, że trochę się zastanawiałam czy na pewno chcę zamówić tę koszulę biorąc pod uwagę, że ostatnio moje zakupy z tej strony wylądowały w koszu, a nie na mnie, więc trochę się bałam powtórki. Nie od dzisiaj wiadomo, że zamawianie z azjatyckich stron może być lekko ryzykowne, bo nie zawsze ma się gwarancje, że to co do nas dojdzie będzie faktycznie tak samo fajne jak na zdjęciu, ale mimo to zakupy tam, głównie ze względu na cenę nadal kuszą.

Ja pomimo tego jedno przykrego zdarzenia ostatnio, gdzie mój dwu częściowy komplet, wyglądający mega słodko na stronie, okazał się być wykonany z najgorszego rodzaju poliestru i krzywy jeszcze bardziej niż wszystkie bardzo źle wykonane podróbki, które miałam okazje widzieć w Egipcie, to i tak polecam zamawianie ubrań przez te strony, ale tylko i wyłącznie jeśli zna się podstawowe zasady, których lepiej się trzymać jeśli nie chce się wywalić pieniędzy do kosza. 

Ja ten jeden jedyny raz, zamówiłam rzecz która nie była pokazana na modelce, co jak się okazało było dużym błędem, bo tak naprawdę nie mogłam ocenić czy ta rzecz dobrze leży i czy na pewno mi się to podoba. Dlatego pierwszą zasadą jest to, aby zawsze patrzeć jedynie na rzeczy, które pokazane są na modelce lub jeśli są dodane zdjęcia realnych osób, które zamówiły już tą rzecz i wstawiły tam swoją stylizacje.

Tak naprawdę dodawane tam zdjęcia przez inne dziewczyny i pisane przez nie opinie są najlepszym wyznacznikiem tego czy dana rzecz jest w porządku. Ja przy wyborze mojej koszuli właśnie skorzystałam z tej opcji, gdzie dokładnie mogłam zobaczyć jak koszula wygląda na innych, czy nie jest dziwnie uszyta i czy te dwa flamingi na mojej koszuli mogą zostać na niej dłużej niż do pierwszego prania. 

To co jest najbardziej problematyczne przy zamawianiu z azjatyckich stron to rozmiary. Pomimo tego, że zawsze słyszałam, że dziewczyny zamawiają ubrania rozmiar bądź dwa większe, to ja na swoim przykładzie nigdy nie spotkałam się z tym, abym zamiast M musiała wybrać L bądź XL, nawet czasem zdarzały się sytuacje, że musiałam brać S-ki - na przykład moja koszula ze zdjęć jest właśnie w rozmiarze S. Zawsze przy każdej rzeczy macie pokazaną tabele rozmiarów i uwierzcie, że mitem jest to, że te tabele nijak mają się do rzeczywistości. Są one naprawdę pomocne, więc jeśli macie problem z wyborem rozmiaru to koniecznie musicie z niej skorzystać i wybrać ten odpowiedni.



Na azjatyckich stronach jest mega wielki wybór pięknych sukienek, które z pewnością skusiły by każdą dziewczynę, jednak jest to jedna z tych rzeczy, których nie polecam zamawiać każdej wysokiej dziewczynie. Ja sama mam 175cm wzrostu i nigdy nie znalazłam tam sukienki, która nie byłaby bardziej tuniką niż sukienką. Dlatego po raz kolejny polecam Wam patrzeć na rozmiary i długość rzeczy. Oczywiście mówię tutaj o krótkich sukienkach, bo jeśli chodzi o maxi bądź midi to tu nie trzeba się bać o długość. 

Z rzeczy, których nie polecam też tam zamawiać, to wszelkie koronkowe rzeczy. Pomimo tego, że mogą one pięknie wyglądać na zdjęciach, to jest to jedna z tych rzeczy, których nigdy nie można być do końca pewnym. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym żeby coś koronkowego z azjatyckiej strony wyglądało dobrze i by ta koronka nie wyglądała bardzo tanio i tandetnie. Dlatego nie róbcie sobie tego i omijajcie koronki. 

Kolejna zasadą jest to, że jeśli na zdjęciu widzicie coś czego nie jesteście do końca pewni - np. kokarda wygląda dziwnie, rękawy wydają się zbyt szerokie albo falbanka lekko krzywa to zostawcie taką rzecz i poszukajcie czegoś innego, bo zazwyczaj jest tak, że jeśli jakiś element nie podoba nam się już na zdjęciu to gdy go dostaniemy staje się największą wadą, a czasami jest tak że na zdjęciu i tak był pokazany w lepszy sposób. 

Zawsze sprawdzajcie skład rzeczy którą zamawiacie! Wiadomo, że niska cena w wielu przypadkach równa się niska jakość, ale i tak sprawdzajcie czy piękna sukienka, którą chcecie zamówić nie jest cała poliestrowa, co będzie równać się temu, że spocicie się w niej jak małe świnki w upał. 


Ostatnie już rady tyczą się bardziej samego zamówienia. Jak wiadomo Azja inny kontynent więc  przesyłki zanim trafią do nas mogą zostać oclone. Aby tego uniknąć należy zawsze wybierać najtańszą przesyłkę, która ma opcje śledzenia, na wypadek gdyby się zgubiła. Opcje z dostawą przez kuriera są super, bo możecie dostać swoje rzeczy tak jak ja ostatnio w mniej niż tydzień, ale istnieje o wiele większe ryzyko, że Wasza paczka na granicy trafi do urzędu celnego i wtedy trzeba zapłacić dodatkowe pieniądze aby ją odzyskać. 
Nie zawsze też numery śledzenia, które dostaniecie na mejla tyczą się Waszej przesyłki. Może zdarzyć się tak, że numer należy do kogoś innego (błąd systemowy) i wtedy przesyłka zostaje odebrana a Wy jeszcze jej nie macie. W takich sytuacjach jeśli wiecie, że czekacie już zbyt długo na przesyłkę, której nadal nie ma, a w opcji śledzenia nic się nie zmienia, warto wtedy wybrać się na pocztę i skontrolować sytuacje. 
Ostatnio moja koleżanka miała taką przygodę, że czekała na swoje zamówienie ponad miesiąc, a miało być w dwa tygodnie. Kontaktowała się z firmą, ale ta niewiele mogła z tym zrobić. Po kolejnym miesiącu poszła na pocztę i wtedy okazało się, że przesyłka już dawno została odesłana z powrotem do Azji, a ona nie dostała nawet o tym powiadomienia, dlatego pamiętajcie, że warto tego przypilnować. 
Poza tym bierzcie pod uwagę to, że nawet jeśli napisane jest, że to co zamawiacie dotrze do Was w dwa tygodnie to nie znaczy, że tak będzie, dlatego zakupy na ostatnią chwile na azjatyckich stronach mogą być złym pomysłem. 

Koszula - Shein (link)
Spodenki - Romwe
Pasek - Romwe
Trampki - Sinsay

A wracając do mojej dzisiejszej stylizacji, to koszula którą zamówiłam pomimo lekkich obaw jest strzałem w 10! Ma fajny przewiewny materiał, idealny na wakacyjne dni. Nie ma żadnych odstających nitek i krzywych szwów. Jestem z niej naprawdę zadowolona, a poza tym super łączy się z krótkimi jeansowymi spodenkami, które też są nabytkiem z azjatyckiej strony i mam je już rok, a nic się z nimi nie dzieje - także też warto. 

Koniecznie napiszcie mi o swoich doświadczeniach z azjatyckimi stronami i jak podoba Wam się moja codzienna stylizacja? :)

Zapraszam także na mojego instagrama - @vanillia96
49 komentarzy:

15:00

Baza Peel Off Neess | Ekspresowe ściąganie lakieru hybrydowego + ROZDANIE

Baza Peel Off Neess | Ekspresowe ściąganie lakieru hybrydowego + ROZDANIE
Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam pomalowane paznokcie normalnym lakierem i prawdopodobnie te czasy szybko nie wrócą. Od kiedy pierwszy raz założyłam hybrydy, przepadłam bez końca i naprawdę nie wyobrażam sobie powrotu do malowania paznokci tradycyjnymi lakierami i spędzania wieków czekając aż lakier zaschnie. W noszeniu hybryd zdecydowanie widzę więcej plusów niż minusów, ale bądźmy szczerzy zdejmowanie ich nie należy do najfajniejszych rzeczy. Owijanie paznokci w folię, która zdecydowanie ogranicza zakres ruchów na jakiś czas i moczenie paznokci w acetonie przez pół-godziny po to by później bardzo ostrożnie ściągać lakier, tak by na pewno nie uszkodzić płytki paznokcia, dla niektórych brzmi jak koszmar i przyznam, sama za tym nie przepadam.
Dlatego byłam strasznie podekscytowana i ciekawa, kiedy usłyszałam, że marka Neess wypuszcza baze peel-off, wychodząc na przeciw każdej dziewczynie, która nie cierpi zdejmowania tego typu lakieru i możliwe, że dlatego unika noszenia hybryd... więc tadaaam to małe cudo zmienia świat!
Od razu Wam zdradzę, że jestem zakochana w tej bazie i już jest mi smutno na samą myśl, że kiedyś mi się skończy, bo wtedy najprawdopodobniej wykupię wszelkie dostępne zapasy, ale uwierzcie mi baza sprawdza się świetnie.
Zaczynając od początku, samo opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest to tradycyjna buteleczka w ciemnym opakowaniu, co charakteryzuje większość lakierów hybrydowych. Pędzelek ma standardową wielkość, a sama baza jest przezroczysta. Pierwsze zmiany można zauważyć jeśli porównamy konsystencję tej bazy do innych. Przyzwyczajona byłam do gęstych i ciągnących się baz, za to ta jest rzadka i bardziej przypomina mi swoją konsystencją top.

Baza Peel-off jest też wyjątkowa pod względem samej aplikacji. Kiedy mamy już nadany piękny kształt i odsunięte skórki, to wcale kolejnym krokiem nie jest zmatowienie płytki bloczkiem, ani użycie primera, aby przedłużyć działanie bazy, w tym wypadku należy jedynie przetrzeć paznokcie cleanerem, a następnie nałożyć cienką warstwę bazy na płytkę paznokcia. Przeciwnie do wszelkich innych baz w tym momencie nie potrzeba wkładać paznokci pod lampę, tylko należy odczekać minutę, a potem nałożyć kolejną cienką warstwę bazy i po raz kolejny odczekać minutę. W tym momencie baza sama utwardza się na naszych paznokciach i jest gotowa, aby nałożyć na nią wybrany przez nas wcześniej kolor. Dopiero w tym momencie wkładamy paznokcie pod lampę i kończymy manicure w ten sam sposób co zawsze, nie zapominając o topie i przemyciu paznokci cleanerem, aby pozbyć się warstwy dyspersyjnej.

Te małe zmiany w aplikacji bazy spowodowane są tym za co uwielbiam te bazę a mianowicie jej ściąganie. Zawsze był to dość przykry moment, nie tylko dlatego, że trzeba się wtedy pożegnać z pięknie pomalowanymi paznokciami, ale zdecydowanie bardziej dlatego, że nie cierpię zdejmowania hybryd. Moment w którym muszę owinąć wszystkie paznokcie w folię i czekać sto lat aż wszystko mi odpadanie żeby nie zniszczyć paznokci, brzmi jak totalne marnowanie czasu, zwłaszcza gdy pomyślę sobie, że tę bazę ściąga się z paznokci w sekundę.
Przyznam Wam szczerze, że miałam obawy co do tej bazy. Na początku martwiłam się, że baza totalnie się u mnie nie sprawdzi i odpadnie mi z paznokci po jednym dniu (co się nie stało, ale o tym później) a kiedy przyszedł czas na ściąganie paznokci to martwiłam się czy to naprawdę zadziała i czy nie przyniesie więcej szkód niż pożytku. W końcu zawsze każdy mówił, że nie wolno zdrapywać lakieru bo to niszczy płytkę! Tu jest wręcz przeciwnie. Drewnianym patyczkiem lub radełkiem należy podważyć lakier i po prostu go usunąć, a na koniec przetrzeć paznokcie cleanerem i już gotowe!

Z tą bazą ściąganie lakieru trwa naprawdę sekundę, a do tego paznokcie są w nienaruszonym stanie. Wszytko cudownie z nich odchodzi, nie ma miejsc, w których został by kawałek bazy bądź lakieru i też nie trzeba się martwić, że w jakikolwiek sposób uszkodzimy płytę paznokcia.

To filmik na którym możecie bardzo dokładnie zobaczyć,
jak banalnie ściąga się hybrydę z tą bazą

Ja w tej bazie widzę praktycznie same plusy. Na moich paznokciach sprawdza się rewelacyjnie. Zawsze przy innych bazach miałam problem z tym, że po kilku dniach lakier mi odpryskiwał (najczęściej na prawej ręce) przez co musiałam zmywać i malować jeszcze raz, a przy tej bazie lakier trzyma mi się jak szalony. Do tego przez to że bazy nie trzeba utwardzać w lampie ani ściągać przy użyciu acetonu paznokcie są mniej narażone na zniszczenie. Jednak zauważam jeden malutki minusik, który dotyczy tego, że przy tej bazie końcówki paznokci po kilku dniach się ścierają, ale i tak patrząc na wszystkie inne plusy, które ma ta baza staje się ona moim ulubieńcem i jak na razie nie wyobrażam sobie zamiany jej na zwykłą.


Choć została mi przekazana mała wskazówka dotycząca tego, że odsłaniają mi się końcówki paznokcia z tą bazą - po prostu prawdopodobnie źle zabezpieczam wolny brzeg paznokcia bazą a potem kolorem przez co manicure się obsuwa. 
Jeśli jesteście ciekawi ceny, to możecie ją kupić za około 30zł - jest to cena za 8ml produktu.
Co myślicie o bazie, mieliście już okazję ją testować?
Jeśli nie, to zapraszam Was na mojego instagrama gdzie własnie trwa konkurs, gdzie do zgarnięcia jest własnie ta baza! :)
KLIKNIJ aby wziąć udział w konkursie

48 komentarzy:

15:38

Rzeczy o których warto wiedzieć przed przyjazdem do Egiptu

Rzeczy o których warto wiedzieć przed przyjazdem do Egiptu
W świetle tego, co dzieję się teraz na świecie, Egipt jest dość kontrowersyjnym miejscem jeśli chodzi o wakacyjne wyjazdy. Z drugiej strony łatka 'niebezpiecznego' kraju przekłada się na to, że wycieczki stają się coraz tańsze, a to zdecydowanie bardziej zachęca niż odstrasza spragnionych słońca turystów. Egipt był, jest i będzie miejscem, do którego co roku przyjeżdża masa ludzi nastawionych na odpoczynek i dobrą zabawę, jednak przed przyjazdem tam warto wiedzieć o kilku rzeczach, które z pewnością okażą się pomocne.

O wszystkich tych rzeczach dowiedziałam się dlatego, że sama w tym roku spędzałam swoje 22 urodziny w Egipcie i od razu Wam powiem, że pomimo tego, że przed wyjazdem każdy kto słyszał, że wybieram się w tamte rejony patrzył się na mnie z przerażeniem jakbym wybierała się na wojnę, to mimo to Egipt a konkretniej Hurghada, okazała się dla mnie bardzo bezpieczna i nawet pomimo tego, że jestem blondynką to nikt nie chciał mnie kupić za wielbłąda.


Zaczynając od podstaw, to planując wakacje w Egipcie musicie pamiętać o tym, że  potrzebny będzie Wam paszport. Nie jest to już strefa Schengen ani Europa, więc nie dostaniecie się tam tylko z dowodem osobistym. Do tego paszport musi być ważny dłużej niż 6 miesięcy, licząc od czasu gdy tam będziecie.

Kolejne co jest potrzebne, aby przekroczyć lotniskowe bramki to wiza. Można ją kupić w Polsce, przez internet albo tak jak my to zrobiliśmy na miejscu, zaraz po tym jak wysiedliśmy z samolotu. Miejsca gdzie możecie ją kupić są dwa i w sezonie różnią się one kolejkami i ceną. Pierwszym miejscem jest bank, który znajduje się na lotnisku. Cena w nim zawsze jest niższa o kilka dolarów, przez co też kolejka zazwyczaj jest o wiele większa niż jeśli wybierzecie opcje drugą - czyli kupowanie wizy przy stoisku biura podróży z którym przylecieliście do Egiptu (o ile organizowaliście swój pobyt z biurem a nie na własną rękę). Jest to z pewnością o wiele szybsza opcja, jeśli zależy Wam na czasie. Pod koniec kwietnia, kiedy my byliśmy, cena wizy w banku wynosiła 25$ a przy stoisku biura 28$.

Jadąc do Egiptu przygotować się musicie też na to, że panują tam trochę inne zasady ruchu drogowego. Mówiąc trochę inne mam na myśli, że rzadko kiedy przestrzega się tam jakichkolwiek zasad. My podróżując łącznie cztery razy busami na szczęście nie mieliśmy żadnych sytuacji zagrażających naszemu życiu, ale to co bardzo łatwo tam zauważyć, to fakt, że trąbienie zastępuje im wszelkie komunikaty. Jeśli ktoś chce zmienić pas z lewego na prawy to zamiast kierunkowskazu trąbi, jeśli coś mu się nie podoba - trąbi, jeśli widzi kogoś znajomego - trąbi, jeśli zjeżdża - trąbi, jak wyprzedza - trąbi i nawet jak widzi ładną dziewczynę na drodze i chce jej to zakomunikować to po raz kolejni trąbi - jest określona liczba razy ile trzeba zatrąbić żeby coś zakomunikować, ale wybaczcie nie pamiętam. Nawet jeśli po drodze jedzie taksówka i chce Was zabrać to też będzie na Was trąbić do czasu aż nie zrozumie, że nie jesteście zainteresowani.


Taksówki to też ważny punkt do poruszenia, zwłaszcza jeśli chcecie się gdzieś dostać na własną rękę. Oczywiście możecie iść na przystanek, wybrać busa i bardziej wtopić się w kulturę i otoczenie, ale jeśli nie jesteście na to gotowi, to na każdym rogu znajdziecie taksówki. Po raz kolejny są dwa typy taksówek, które wyglądają tak samo, ale różnią się oczywiście ceną. Pierwsze, droższe to te, które mają podpisane kontrakty z hotelami i możecie je znaleźć właśnie w okolicach hotelu, bądź po prostu zamówić je w recepcji. Te tańsze, to taksówki, które jeżdżą po ulicy i nawołują swoich klientów trąbieniem. Ważne jest to, że kiedy już zdecydujecie się na przejazd taksówką to pierwsze co musicie zrobić od razu gdy do niej wsiądziecie, to oprócz oczywistego ustalenia miejsca, gdzie jedziecie, to drugie najbardziej istotne to cena, którą zapłacicie za przejazd. Jest to inaczej niż w Polsce, gdzie zazwyczaj pod koniec kursu dowiadujemy się ile zapłacimy, w Egipcie takie rzeczy trzeba ustalać od razu - cenę za przejazd i walutę jaką będziecie płacić. Jednak nawet pomimo tego, że macie już na początku coś ustalone to na 99% na koniec i tak czeka Was kłótnia i kolejne targowanie się o cenę, bo kierowcy tam bardzo szybko zapominają co było wcześniej ustalone i liczą, że jednak jeszcze uda im się coś ugrać, z turystami, którzy zazwyczaj się śpieszą i chcą mieć to jak najszybciej z głowy. 

Mówiąc o walutach, to są miejsca w Egipcie, w których możecie zapłacić tak naprawdę każdą walutą świata, ważne tylko by pieniądze się zgadzały. Jednak ustawowo zapłacić tam możecie w dolarach amerykańskich, euro bądź w funtach egipskich. 

W płaceniu za usługi jest kolejna ważna rzecz czyli napiwki, a mówiąc bardziej precyzyjnie bakszysz. Jest to coś w rodzaju wymuszonego napiwku, jałmużny, na którą czeka tam każdy, bo jest to mocno zakorzenione w egipskiej kulturze. W hotelach każdy kto Was obsługuje liczy, że dostanie od Was jakieś grosze, bo wtedy wydaje mu się, że robi coś dobrze, a Wy wynagradzacie go za jego prace. Ma to swoje plusy, bo gdy dajecie napiwki to kelnerzy Was zapamiętują, wiedzą jakie drinki lubicie, są na każde Wasze zawołanie i nie musicie czekać na kolejny napój bo oni już biegną z kolejnym jak widzą, że ten pierwszy Wam się kończy. Jednak jak wszystko ma to swoje minusy. Kiedy jednego dnia nie zostawiliśmy panu od sprzątania napiwku, to nie dostaliśmy ani wody ani papieru toaletowego, a kiedy byliśmy na wycieczce to pod sam koniec pan, który płyną statkiem chodził od jednej osoby do drugiej z koszyczkiem i czekał aż ktoś mu coś tam wrzuci, jakby to miało być wyznacznikiem czy nam się podobało czy nie. 

A nie dostanie wody w butelce może mieć poważne skutki. Jak pewnie wiecie w Egipcie jest coś takiego jak klątwa Faraona, a żeby jej nie dostać trzeba przestrzegać kilku prostych zasad. Dlatego wspominam o wodzie bo ona jest najistotniejsza. Przez to, że w Egipcie jest inna flora bakteryjna niż w Polsce, to jest kategoryczny zakaz picia wody z kranu. Zęby trzeba myć wodą w butelki, najlepiej nie brać napoi, w których są kostki lodu, bo nigdy nie wiadomo z jakiej wody są robione. Jedzenie owoców i warzyw też może być ryzykowne dlatego najlepiej wybierać tylko takie które można obrać przed zjedzeniem i najlepiej, gdy możecie zrobić to sami. 

Może się jednak zdarzyć, że all inclusive wejdzie za mocno i przez jedzenie gofrów, lodów, ryb i mięs naraz albo przez jedzenie w niesprawdzonych miejscach na mieście poczujecie, że z Waszym żołądkiem dzieje się coś złego, to wtedy na ratunek przychodzą apteki, które również są na każdym rogu i powinny być też w większości hoteli. Najlepiej jednak na taką ewentualność przygotować się przed wyjazdem, pakując do walizki kilka leków, które na pewno szybko pomogą. Egipskie apteki żyją swoim życiem, a ludzie pracujący tam jak wszędzie liczą na jak największy zysk, dlatego jeśli widzą, że ktoś ledwo trzyma się na nogach, jest potrzebujący i z pewnością nie ma siły by biegać po wszystkich okolicznych aptekach, to wykorzystują ten fakt i wtedy słowo targowanie nie istnieje. Trzeba być wtedy przygotowanym, że wyda się krocie za lek, bo oni wiedzą, że i tak go potrzebujecie więc mogą sobie na to pozwolić.


Egipt z pewnością większości kojarzy się z bazarami, na których można kupić dosłownie wszytko i jeszcze więcej. My nie zdecydowaliśmy się na wycieczkę na tradycyjny bazar, głównie dlatego, że obok hotelu mieliśmy mnóstwo sklepów i nawet jeden taki, który spodobał nam się najbardziej i tam zrobiliśmy wszystkie swoje zakupy. Był to jedyny w okolicy 'cywilizowany' sklep. Czyli w środku nikt nie podchodził i nie proponował by najlepiej kupić wszystko, na produktach były ceny, więc nie trzeba było się targować, był też czytnik cen, a przy kasie można było płacić w wielu walutach, w polskich złotówkach nie, ale może to tylko kwestia dogadania. 
Reszta sklepów była mniej 'cywilizowana' sprzedawcy podchodzili, zachęcali, ale z tego co słyszeliśmy i tak są o wiele mniej nachalni niż było to jeszcze kilka lat temu. Wszytko związane jest z tym, że nowy egipski rząd chce odbudować pozycje Egiptu jako super miejsca na wakacje, przez co wprowadza kary dla namolnych sprzedawców, które mogą wynosić nawet 100.000 funtów egipskich. Dlatego jeśli ktoś zrobiłby coś co nam by się nie spodobało, to można było zgłosić to policji i wtedy ona już zajęłaby się taką osobą. Myślę, że to też jest powód dla którego odebrałam Egipt jako bezpieczne miejsce, nikt praktycznie nas tam nie zaczepiał, nie łapał za ręce i nie zamykał w sklepach. Obsługa w hotelu była miła i nie miałam poczucia, że jestem w miejscu, w którym mogłabym być zagrożona w jakikolwiek sposób. Może to jest też spowodowane tym, że nie byliśmy w mega zatłoczonych miejscach, nie wybraliśmy się na bazar ani nie jechaliśmy aby zwiedzać piramidy, głównie dlatego, że myśl o jechaniu przez połowę Egiptu przez 6 godzin, cały czas pod eskortą policji, nie brzmiała zachęcająco. Jednak i tak wybraliśmy się na wycieczkę by popływać statkiem, snurkować i wygrzewać się na ładnej prywatnej plaży ( o tym wszystkim wspominałam Wam już na moim instagramie jak mnie nie obserwujecie, to nie wiem na co czekacie ;p - @vanillia96

Jeśli chodzi o zakrywanie swojego ciała, za każdym razem gdy wychodziliśmy na miasto, to nie było czegoś takiego. Jadąc tam w walizce miałam kilka chust, by mieć się czym zakryć na wszelki wypadek i nawet gdy pierwszy raz wyszłam poza hotel miałam na sobie sukienkę maxi jednak nie było to zupełnie potrzebne. Po raz kolejny widok blond włosów i odkrytego ciała nie robił tam na nikim wrażenia. Jednak trzeba pamiętać, że jednak są miejsca, gdzie trzeba przestrzegać takich zasad, głównie gdy planuje się wycieczki do świętych miejsc bądź na targowiska, wtedy od kobiet wymagana jest odpowiednia długość sukienki i chusta zakrywająca głowę i ramiona. 


Chusty jeśli nie wykorzystacie ich na mieście, to z pewnością przydadzą Wam się w walce ze słońcem, które świeci o wiele mocniej i opala o wiele szybciej niż to w Polsce. Przed przyjazdem warto pamiętać o zabraniu ze sobą kremów z wysokim filtrem i o stosowaniu ich każdego dnia, no chyba, że zamiast brązowej opalenizny wolicie czerwonego raczka. 

Ceny w Egipcie też są śmiesznie niskie. Wynajem mieszkania na miesiąc to koszt 100$. Pamiątki w sklepach kosztują grosze, tak samo jak jedzenie i słodycze, którymi my pod koniec wyjazdu się zapychaliśmy i wychodząc ze sklepu z pełną siatą rzeczy często nawet trudno było uzbierać 1$ jako łączny koszt wszystkiego. W Egipcie też zabronione jest sprzedawanie alkoholu w sklepach, co wiąże się bardziej z religią niż polityką, dlatego jeśli chcecie przywieźć jakiś super trunek z zagranicy to kupić będziecie go mogli tylko na lotnisku, choć wybór i tak nie jest wielki.



To chyba już wszystkie rzeczy o których chciałam Wam wspomnieć z serii 'warto wiedzieć'. Jeśli Wy też kiedyś byliście w Egipcie i macie coś do dodania to koniecznie piszcie w komentarzach - pomagajmy sobie nawzajem <3
Zapraszam Was też na mojego instagrama - @vanillia96 , gdzie nadal dodaje zdjęcia z wyjazdu. Super będzie Was mieć też i tam! <3


33 komentarze: