Popularne posty

18:53

Tanie i dobre korektory pod oczy

Tanie i dobre korektory pod oczy


Pamiętam te czasy kiedy używanie korektora kojarzyło mi się tylko z zakrywaniem niedoskonałości na mojej buzi. Tak naprawdę jeszcze w liceum podkład był wielozadaniowym kosmetykiem, który również lądował pod moimi oczami i na powiekach i w sumie to nawet nie myślałam o tym by dokładać tam jeszcze korektor... bo po co skoro nie trzeba? Tylko, że tak się składa, że fluidy nie są idealnymi kosmetykami pod oczy, głównie dlatego, że są zbyt ciężkie, a okolica pod oczami jest najbardziej delikatną strefą, więc nakładanie tam jeszcze, nawet lekkiej warstwy podkładu, nie jest dobrym pomysłem. Chyba, że chcecie przesuszać swoją skórę pod oczami i dodać sobie wieku zmarszczkami.. kto co woli. ;)
Gdy nagle jednak dostałam olśnienia i kupiłam swój pierwszy korektor pod oczy, to uwierzcie, że zobaczyłam różnice w swoim wyglądzie. Po pierwsze wybrałam o wiele jaśniejszy kolor korektora od koloru mojego podkładu, przez co moja twarz jak i moje spojrzenie optycznie zaczęło wyglądać na bardziej rozświetlone i promienne. Do tego korektor o wiele lepiej od podkładu spisuje się pod względem zakrywania cieni pod oczami jak i maskowania worków, a uwierzcie, że worki pod oczami jak i zmęczone spojrzenie to moja zmora więc korektor pod oczami brzmi jak must have! Tylko jaki korektor wybrać jak z drogeryjnych półek uśmiecha się do nas ich masa i każdy kusi tym, że jest najlepszy. Ja od razu Wam powiem, że nie jestem fanką kupowania najdroższych kosmetyków, dlatego że nauczona doświadczeniem wiem, że często te tańsze są tak samo dobre jak nie i lepsze od tych w których oprócz jakości trzeba zapłacić również za samą nazwę marki. Dlatego dziś chcę Wam pokazać moich trzech ulubieńców, których bez problemów znajdziecie w takich drogeriach jak Hebe czy Rossmann, za cenę nie większą niż 15 złotych.



Pierwszy, który chce Wam przedstawić to korektor z Bell Multi Mineral Anti-Age. Jak wszystkie, które dziś Wam pokaże, jest to korektor w płynie, z pędzelkiem, a to co go wyróżnia wśród pozostałej dwójki to obecność minerałów w jego składzie. Jednak oprócz tego znajdziemy tam też filry UVB, czyli same plusy. Zaczynając od jego koloru, to jest najbardziej wpadający w różowe tony z pozostałych propozycji, jednak zauważyłam, że jego kolor zmienia się gdy zaczynam pracować nim pod oczami i wtedy robi się o wiele bardziej jasny i wtapia się w kolor mojej cery. Nie musicie się obawiać, że jego różowy pigment podbije Wam kolor cieni pod oczami, bo korektor naprawdę nieźle sobie z nimi radzi. Ma on też gęstą i przyjemną konsystencje. Nie jest tępy przez co łatwo się go aplikuje i co najważniejsze nie wchodzi w zmarszczki ani nie podkreśla ich w ciągu dnia. Co do jego trwałości to również nie mam się do czego przyczepić, bo u mnie świetnie daje sobie radę przez cały dzień. Jest to idealny korektor do codziennego makijażu, a  za cenę ok. 10zł za 7.5g produktu to naprawdę go Wam polecam bo jest super opłacalny. Aaaa i jeszcze dodam, że bez problemu znajdziecie, go też w biedronce!
 

Moim kolejnym ulubieńcem jest korektor z Ingrid Cosmetics ideal skin. Żeby nie powielać treści i nie pisać Wam praktycznie tego samego co o poprzedniku - bo jest tak samo super - to powiem o jego różnicach. To co najbardziej rzuca się w oczy (a Wy będziecie mogli to zobaczyć niżej na swatch'ach) to jego kolor, a mianowicie to, że jest najbardziej żółtą propozycją. Ja używam go wtedy kiedy chcę jak najbardziej rozświetlić swoją okolicę pod oczami, bo do tego sprawdza się idealnie. Ten korektor moim zdaniem jest odpowiednikiem korektora z L'Oreal true match  tylko z taką małą różnicą, że ten kosztuje ok. 10 zł, a nie 40kilka. Jego wadą jest to, że szybciej zaczyna podkreślać zmarszczki w ciągu dnia, jednak mimo to i tak bardzo Wam go polecam, głównie przez ten efekt rozświetlenia, który daje.



Ostatni z tej trójki to gwiazda internetu czyli liquid camuflage z Catrice Cosmetics. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą jego gama kolorystyczna jakiś czas temu się zmieniła i został wprowadzony nowy jaśniejszy kolor czyli 005 light natural. Cieszę się z tego bardzo, bo 010 jednak był dla mnie za ciemny, a ten pasuje bladziochom. To co wyróżnia go z pozostałej dwójki to jego bardzo gęsta konsystencja i krycie. Ja ten korektor pod oczy używam wtedy kiedy czuję, że potrzebuje o wiele większego krycia niż zazwyczaj, kiedy moje cienie pod oczami wyglądają jakby mnie ktoś pobił, a worki jakbym nie spała przez rok - wtedy ten korektor spisuje się idealnie i już tak bardzo się nie straszy. Jest on też idealny jeśli wybieracie się na jakąś imprezę i chcecie być pewne, że ten korektor zostanie z Wami do rana. Jest on też świetny jeśli chodzi o zakrywanie niedoskonałości na twarzy i głównie do tego używam go na co dzień. Jest on też najdroższą propozycją bo za 5g zapłacimy ok. 15 złotych. Jednak po raz kolejny powiem, że warto!



W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jaki korektor jest teraz Waszym ulubieńcem :)
29 komentarzy:

19:56

SeeBloggers 2018 | Event dla słupów reklamowych

SeeBloggers 2018 | Event dla słupów reklamowych

Cześć!
Nie wiem czy ktoś z Was tu pamięta jak w zeszłym roku opisywałam Wam See Bloggers jako jedno z fajniejszych wydarzeń z mojego blogowego życia, w jakim miałam okazję brać udział. W tym roku także nie mogłam doczekać się kolejnej edycji, nawet mimo tego przykrego faktu, że festiwal z Gdynii został przeniesiony do Łodzi i moja okazja na zobaczenie morza przepadła... Jednak z jednej strony fajnie było jechać na event tylko półtorej godziny zamiast pięciu, ale z drugiej morze nadawało jakiegoś lepszego klimatu całemu temu wydarzeniu.
Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że festiwal się rozrasta i to samo miejsce w Gdynii było o wiele za małe by pomieścić tak dużo osób i marek ile było w tym roku, no i dochodziła do tego wszystkiego promocja Łodzi, która walczy dzielnie o kojarzenie się z miastem kultury, a takie wydarzenia z pewnością bardzo jej pomogą, w końcu promocja w internecie teraz liczy się bardzo mocno.
O tym jak ważna jest promocja w internecie wiedzą także marki, które w tym roku wystawiały się na see bloggers. W porównaniu z zeszłą edycją muszę przyznać, że w tym roku stoiska wyglądały o wiele bardziej zachęcająco i każde kusiło by podejść i zobaczyć co można znaleźć tam ciekawego. W końcu na evencie dla słupów reklamowych każde stoisko walczyło o to by być jak najbardziej instagramowe by każdy influencer podszedł i właśnie tam zrobił sobie zdjęcie. Muszę Wam przyznać, że taka chamska reklama i zachęcanie do niej jest czymś przez co w tym roku see bloggers nie wywarło na mnie aż tak dobrego wrażenia. Po zeszłej edycji, festiwal kojarzył mi się z miejscem, gdzie mogłam poznać nowe marki, gdzie podchodząc do stoiska mogłam pooglądać produkty, porozmawiać o nowościach, a nie być tylko zachęcana do tego bym zrobiła zdjęcie, wstawiła na swój profil bo tylko wtedy będę mogła dostać krem na 5 złoty. Juhuuu... deal życia. Najbardziej przykro było mi patrzeć, że wiele dziewczyn naprawdę podchodziło do stoisk, robiło tysiące zdjęć i dodawało je na swoje media społecznościowe ciesząc się, że dostaną za to coś w zamian. Tylko, że to coś w porównaniu z reklamą, którą w tym momencie dostawała dana marka była niczym przy prezencie dla bloggerki, bo nie wiem czy gumka do włosów, czy szampon jest naprawdę wart darmowej promocji. To też mi dało do myślenia jak wiele jest dziewczyn, które są zupełnie nieświadome jak bardzo są wykorzystywane przez marki i jak wielką krzywdę robią sobie i swojemu profilowi godząc się na darmową reklamę. Ja w zeszłym roku będąc na see bloggers byłam jedną z tych dziewczyn, która zupełnie nie miała świadomości, że zasięg, który generują moje media ma znaczenie i że mogę zarabiać na tym co robię. Internet ma teraz ogromną moc, instagram jest idealnym miejscem sprzedażowym, a niewiedza bloggerek sprawia, że pieniądze, które marka wydałaby na reklamę w telewizji zostaje w jej kieszeni, bo nie wydając nic, mają jeszcze większy zasięg reklamując się u dziewczyn, które są wdzięczne za kilka kosmetyków, nie ważne jakiej wartości. Oczywiście nie chce tu mówić, że każdy barter jest zły, w końcu sama nie pogardziłabym wakacjami, albo jakby ktoś chciał mi dać coś co akurat sama chciałam sobie kupić i mogła bym tylko na tym oszczędzić pieniądze, ale myślę, że trzeba szanować siebie i swój czas i wiedzieć, że to że marka odzywa się do Was bo chce Wam dać krem w zamian za kilka zdjęć wcale nie jest nagrodą dla Was tylko wyzyskiem. Piszę o tym również dlatego, że jedna z prelegatek poruszyła ten temat na swoim wystąpieniu i może nie wszystko to co mówiła mi się podobało i nie ze wszystkim się zgadzam, to z drugiej strony myślę, że poruszanie tematu 'jak zły jest barter' było świetne, zwłaszcza na takim wydarzeniu, gdzie naprawdę bardzo dużo dziewczyn nie miało świadomości jak bardzo ich niewiedza jest wykorzystywana.


W tym roku też nie udało mi się zapisać na wszystkie warsztaty na jakie chciałam. Nie jest to jednak przeszkoda by w nich nie uczestniczyć, bo zawsze jest tak, że ktoś się zapisze i nie przyjdzie albo po prostu znajdują się dodatkowe miejsca, jednak ja miałam okazje uczestniczyć tylko w dwóch. Z jednego z nich jestem na maxa zadowolona, bo robiłyśmy tam swoje własne lasy w słoiku! Na początku myślałam, że kompletnie nic mi z tego nie wyjdzie i ewentualnie wygram konkurs na najgorszy ekosystem, ale finalnie jestem z siebie naprawdę zadowolona i dumna z tego co mi wyszło. Do tego prawdopodobnie jest to pierwsza roślinka, która mi nie zwiędnie i zostanie ze mną na zawsze! ( a przynajmniej mam taką nadzieję)


Drugie warsztaty w których brałam udział skupiały się na tym co czeka nas w przyszłości pod względem kosmetyków. W końcu nie wiem czy wiecie, że loreal planuje w ciągu 5-7 lat wstawić męskie szafy kosmetyków kolorowych do drogerii i liczy na to, że nikogo nie będzie już to dziwić. Rozmawiałyśmy też trochę o tym jak kosmetyki i trendy zmieniały się na przestrzeni lat i jak niektóre marki doszły do sukcesu wykorzystując tylko to co aktualnie staje się modne. Na przykład moda na słodkie i kolorowe opakowania sprawia, że Tony Molly jest jedną z popularniejszych i bardzo dobrze zarabiających marek kosmetycznych, a bum na brody sprawił, że nasz facet, który ma brodę może mieć teraz o tysiąc razy więcej kosmetyków niż my, nawet jeśli zupełnie ich nie potrzebuje. Na koniec warsztatów same miałyśmy okazje w grupach stworzyć coś własnego i innowacyjnego, co podbije rynek w przyszłości. Pomysłów było co nie miara!


W tym roku see bloggers poszło też o krok dalej i przygotowało galę hasztagi roku. Zaczynała się ona o 20.30 pierwszego dnia festiwalu i chodziło w niej o wręczanie nagród dla bloggerów nominowanych w różnych kategoriach. Pomysł wydawał mi się super, ale gdy spojrzałam na listę nominowanych stwierdziłam, że ma to mały sens. Głównie dlatego, że nominowane były tylko duże kanały i blogi, które cieszą się ogromną popularnością w Polsce. W końcu każda zajarana internetem osoba wie kim są Fit Loversi, Siostry Adihd albo serial nieprzygotowani, a właśnie takie osoby były nominowane do nagród na gali, na festiwalu dla mikroinfluencerów. Mam nadzieję, że nie odbieracie tego jako mój żal tyłka bo ja nie zostałam nominowana, bo tak nie jest. Chodzi mi tylko o to, że jeśli impreza jest dedykowana dla mniejszych twórców to powinna się też skupić na ich docenieniu. Przecież jest ogrom mniej znanych i ciekawych profilów, które może właśnie przez taką nominacje i zwrócenie na nie uwagi wskoczyły by o poziom wyżej, bo na takim evencie, ktoś by się o nich dowiedział i zainteresował. 

Po całej gali odbył się jeszcze koncert Kasi Nosowskiej, a później zaczęło się after party, które spędziłam zupełnie inaczej niż rok wcześniej kiedy impreza odbywała się praktycznie na dworze, bo dopisywała nam super pogoda. Tym razem wszyscy zostali w środku i po prostu dobrze się bawili, bo pogoda za oknem była tragiczna. 

Jeśli zapytacie mnie czy warto wybrać się na przyszłe edycje see bloggers, to nadal moja odpowiedź brzmi, że tak. Bo zawsze jest to okazja by dowiedzieć się czegoś nowego, poznać nowe marki, osoby, może nawiązać jakieś współprace bądź po prostu dobrze się bawić. Takie eventy są świetne dla osób, które dopiero zaczynają, chcą zobaczyć jak ten świat wygląda od środka, bo macie tam okazje spotkać osoby większe od siebie z którymi można normalnie porozmawiać, zadać pytania lub zrobić zdjęcie. Jednak jeśli oczekujecie od tego eventu czegoś więcej, tak jak ja w tym roku, to możecie nieco się rozczarować, jak zdacie sobie sprawę, że określenie słup reklamowy na bloggera jest prawdziwe, bo cały event dla niektórych opiera się tylko na zgarnianiu darmoszki i chamskiej promocji. Sama nie wiem czy wybiorę się na kolejną edycje see bloggers za rok, może jedynie jeśli znajdę więcej interesujących warsztatów dla siebie, bo jak na razie myślę, że nie jadąc tam, tak naprawę wiele mnie nie ominie. 



16 komentarzy:

17:56

Przegląd wakacyjnych kombinezonów

Przegląd wakacyjnych kombinezonów
Wakacje są już coraz bliżej, więc dziś przychodzę do Was z moim totalnym must-have wakacji - czyli kombinezonami. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam nosić kombinezony. Nie tylko dlatego, że są wygodne, ale też dlatego, że zazwyczaj w te dni kiedy nie mam czasu stać przed szafą i myśleć co by tu z czym połączyć, to taki kombinezon ratuje mi życie i stylizacja gotowa w trzy sekundy. 
W swojej szafie mam już ich kilka, a ostatnio domówiłam nowe na nakd. Dla tych, którzy nie wiedzą to nakd jest internetowym sklepem, który ma super ubrania i mega ekspresową wysyłkę - a jeśli chcecie wiedzieć więcej to zapraszam Was na mój wcześniejszy post o tym co warto tam zamawiać - link
Tym razem zdecydowałam się zamówić trzy kombinezony. Każdy w trochę innym stylu, o trochę innym kroju i co najważniejsze, jak na wakacje przystało są kolorowe. 



Mój pierwszy wybór padł na kopertowy kombinezon w kolorze zgaszonego różu, z wiązanym paskiem w tali. Na początku trochę się go obawiałam, bo nie byłam pewna czy  szersze rękawy będą mi pasować i czy będę się w nich dobrze czuła, ale obawy okazały się zbędne, bo po założeniu kombinezon okazał się moim ulubieńcem, a rękawy tak naprawdę nie są aż tak szerokie jak mi się wydawało. Kombinezon jest też wykonany z bardzo przyjemnego, lekkiego materiału idealnego na wakacyjne dni. Jedyne co mniej mi się w nim podoba to dekolt, a bardziej to, że jest kłopotliwy w noszeniu. Nie jestem osobą, która lubi odsłaniać zbyt wiele, a kombinezon przez to, że u góry te dwie warstwy nie są ze sobą połączone, przy każdym większym ruchu się rozchodzi, więc żeby tego uniknąć bardzo pomocna jest agrafka. Jednak pomimo tej małej wady kombinezon jest i tak na liście moich ulubieńców i już myślę o zamówieniu go w innych kolorach, bo na stronie jest ich naprawdę dużo - tu macie link.




Jako, że czasem warto wychodzić ze swojej strefy komfortu, to zamawiając ten biały kombinezon, po prostu chciałam zobaczyć jak będę się czuła w takim stylu. Szczerze powiedziawszy raczej nie jest to stylizacja, którą będę nosiła na co dzień, bo mam wrażenie, że pokazuje zdecydowanie zbyt wiele. Kombinezon ma dość głęboki dekolt, który można regulować dwoma sznureczkami. Podobnie do poprzedniego ma pasek w tali, a wyjątkowości  dodaje mu warstwa ażurowego materiału, z którego jest wykonany i bufiaste rękawy. To co bardzo mnie zdziwiło w tym kombinezonie to grubość materiału z którego jest wykonany. Pomimo że wygląda na lekki i przewiewny, to zdecydowanie nie polecam nosić go w upał, bo można się w nim ugotować.  Brak rękawów też w moim przypadku to duży minus, bo nie czuje się w tym komfortowo i cały czas mam wrażenie, że góra ze mnie zleci. Mimo to nie da się ukryć, że kombinezon wygląda bardzo uroczo i robi duże wrażenie. link do kombinezonu 




Ostatni na dziś to mój kolejny ulubieniec jeśli chodzi o to zamówienie z nakd. Jest to kombinezon w pięknym czerwonym kolorze i pomimo, że może wyglądać dość zwyczajnie to jeśli spojrzymy na jego tył to na pewno zmienimy zdanie. Plecy zdecydowanie robią robotę, a wszytko to przez głęboki dekolt i wiązanie. Jak go chcecie wiązać to już zależy od Was, mnie najbardziej podoba się kokarda, bo mam wrażenie, że wygląda bardzo słodko i dziewczęco. Do tego kombinezon jest wykonany z lekkiego, przewiewnego materiału i jest bardzo wygodny w noszeniu.  link do kombinezonu

Koniecznie dajcie mi znać co myślicie o kombinezonach i który Wam najbardziej przypadł do gustu. 
Na koniec mam też dla Was kod zniżkowy do wykorzystanie na swoje zakupy na stronie NAKD. Wystarczy wpisać kod VANILLIA20 aby otrzymać 20% zniżki! 

40 komentarzy:

16:17

Biała koszula z flamingami | Jak uniknąć rozczarowania zamawiając z azjatyckich stron

Biała koszula z flamingami | Jak uniknąć rozczarowania zamawiając z azjatyckich stron

Kto powiedział, że biała koszula musi być nuda i zarezerwowana tylko do eleganckich stylizacji? Hm.. na pewno nie ja, biorąc pod uwagę, że walczę z całych sił, aby w mojej szafie pojawiało się coraz więcej kolorów, to i tak nadal rządzi biel! Przy okazji moich ostatnich zakupów na Shein nie udało się kupić niczego kolorowego, no ale... to wszystko przez te flamingi. Mam nadzieję, że flamingowe szaleństwo jeszcze od nas nie odeszło bo dopiero teraz mogę się pochwalić  koszulą na której mam ich aż/albo tylko DWA.



Jednak muszę Wam się przyznać, że trochę się zastanawiałam czy na pewno chcę zamówić tę koszulę biorąc pod uwagę, że ostatnio moje zakupy z tej strony wylądowały w koszu, a nie na mnie, więc trochę się bałam powtórki. Nie od dzisiaj wiadomo, że zamawianie z azjatyckich stron może być lekko ryzykowne, bo nie zawsze ma się gwarancje, że to co do nas dojdzie będzie faktycznie tak samo fajne jak na zdjęciu, ale mimo to zakupy tam, głównie ze względu na cenę nadal kuszą.

Ja pomimo tego jedno przykrego zdarzenia ostatnio, gdzie mój dwu częściowy komplet, wyglądający mega słodko na stronie, okazał się być wykonany z najgorszego rodzaju poliestru i krzywy jeszcze bardziej niż wszystkie bardzo źle wykonane podróbki, które miałam okazje widzieć w Egipcie, to i tak polecam zamawianie ubrań przez te strony, ale tylko i wyłącznie jeśli zna się podstawowe zasady, których lepiej się trzymać jeśli nie chce się wywalić pieniędzy do kosza. 

Ja ten jeden jedyny raz, zamówiłam rzecz która nie była pokazana na modelce, co jak się okazało było dużym błędem, bo tak naprawdę nie mogłam ocenić czy ta rzecz dobrze leży i czy na pewno mi się to podoba. Dlatego pierwszą zasadą jest to, aby zawsze patrzeć jedynie na rzeczy, które pokazane są na modelce lub jeśli są dodane zdjęcia realnych osób, które zamówiły już tą rzecz i wstawiły tam swoją stylizacje.

Tak naprawdę dodawane tam zdjęcia przez inne dziewczyny i pisane przez nie opinie są najlepszym wyznacznikiem tego czy dana rzecz jest w porządku. Ja przy wyborze mojej koszuli właśnie skorzystałam z tej opcji, gdzie dokładnie mogłam zobaczyć jak koszula wygląda na innych, czy nie jest dziwnie uszyta i czy te dwa flamingi na mojej koszuli mogą zostać na niej dłużej niż do pierwszego prania. 

To co jest najbardziej problematyczne przy zamawianiu z azjatyckich stron to rozmiary. Pomimo tego, że zawsze słyszałam, że dziewczyny zamawiają ubrania rozmiar bądź dwa większe, to ja na swoim przykładzie nigdy nie spotkałam się z tym, abym zamiast M musiała wybrać L bądź XL, nawet czasem zdarzały się sytuacje, że musiałam brać S-ki - na przykład moja koszula ze zdjęć jest właśnie w rozmiarze S. Zawsze przy każdej rzeczy macie pokazaną tabele rozmiarów i uwierzcie, że mitem jest to, że te tabele nijak mają się do rzeczywistości. Są one naprawdę pomocne, więc jeśli macie problem z wyborem rozmiaru to koniecznie musicie z niej skorzystać i wybrać ten odpowiedni.



Na azjatyckich stronach jest mega wielki wybór pięknych sukienek, które z pewnością skusiły by każdą dziewczynę, jednak jest to jedna z tych rzeczy, których nie polecam zamawiać każdej wysokiej dziewczynie. Ja sama mam 175cm wzrostu i nigdy nie znalazłam tam sukienki, która nie byłaby bardziej tuniką niż sukienką. Dlatego po raz kolejny polecam Wam patrzeć na rozmiary i długość rzeczy. Oczywiście mówię tutaj o krótkich sukienkach, bo jeśli chodzi o maxi bądź midi to tu nie trzeba się bać o długość. 

Z rzeczy, których nie polecam też tam zamawiać, to wszelkie koronkowe rzeczy. Pomimo tego, że mogą one pięknie wyglądać na zdjęciach, to jest to jedna z tych rzeczy, których nigdy nie można być do końca pewnym. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym żeby coś koronkowego z azjatyckiej strony wyglądało dobrze i by ta koronka nie wyglądała bardzo tanio i tandetnie. Dlatego nie róbcie sobie tego i omijajcie koronki. 

Kolejna zasadą jest to, że jeśli na zdjęciu widzicie coś czego nie jesteście do końca pewni - np. kokarda wygląda dziwnie, rękawy wydają się zbyt szerokie albo falbanka lekko krzywa to zostawcie taką rzecz i poszukajcie czegoś innego, bo zazwyczaj jest tak, że jeśli jakiś element nie podoba nam się już na zdjęciu to gdy go dostaniemy staje się największą wadą, a czasami jest tak że na zdjęciu i tak był pokazany w lepszy sposób. 

Zawsze sprawdzajcie skład rzeczy którą zamawiacie! Wiadomo, że niska cena w wielu przypadkach równa się niska jakość, ale i tak sprawdzajcie czy piękna sukienka, którą chcecie zamówić nie jest cała poliestrowa, co będzie równać się temu, że spocicie się w niej jak małe świnki w upał. 


Ostatnie już rady tyczą się bardziej samego zamówienia. Jak wiadomo Azja inny kontynent więc  przesyłki zanim trafią do nas mogą zostać oclone. Aby tego uniknąć należy zawsze wybierać najtańszą przesyłkę, która ma opcje śledzenia, na wypadek gdyby się zgubiła. Opcje z dostawą przez kuriera są super, bo możecie dostać swoje rzeczy tak jak ja ostatnio w mniej niż tydzień, ale istnieje o wiele większe ryzyko, że Wasza paczka na granicy trafi do urzędu celnego i wtedy trzeba zapłacić dodatkowe pieniądze aby ją odzyskać. 
Nie zawsze też numery śledzenia, które dostaniecie na mejla tyczą się Waszej przesyłki. Może zdarzyć się tak, że numer należy do kogoś innego (błąd systemowy) i wtedy przesyłka zostaje odebrana a Wy jeszcze jej nie macie. W takich sytuacjach jeśli wiecie, że czekacie już zbyt długo na przesyłkę, której nadal nie ma, a w opcji śledzenia nic się nie zmienia, warto wtedy wybrać się na pocztę i skontrolować sytuacje. 
Ostatnio moja koleżanka miała taką przygodę, że czekała na swoje zamówienie ponad miesiąc, a miało być w dwa tygodnie. Kontaktowała się z firmą, ale ta niewiele mogła z tym zrobić. Po kolejnym miesiącu poszła na pocztę i wtedy okazało się, że przesyłka już dawno została odesłana z powrotem do Azji, a ona nie dostała nawet o tym powiadomienia, dlatego pamiętajcie, że warto tego przypilnować. 
Poza tym bierzcie pod uwagę to, że nawet jeśli napisane jest, że to co zamawiacie dotrze do Was w dwa tygodnie to nie znaczy, że tak będzie, dlatego zakupy na ostatnią chwile na azjatyckich stronach mogą być złym pomysłem. 

Koszula - Shein (link)
Spodenki - Romwe
Pasek - Romwe
Trampki - Sinsay

A wracając do mojej dzisiejszej stylizacji, to koszula którą zamówiłam pomimo lekkich obaw jest strzałem w 10! Ma fajny przewiewny materiał, idealny na wakacyjne dni. Nie ma żadnych odstających nitek i krzywych szwów. Jestem z niej naprawdę zadowolona, a poza tym super łączy się z krótkimi jeansowymi spodenkami, które też są nabytkiem z azjatyckiej strony i mam je już rok, a nic się z nimi nie dzieje - także też warto. 

Koniecznie napiszcie mi o swoich doświadczeniach z azjatyckimi stronami i jak podoba Wam się moja codzienna stylizacja? :)

Zapraszam także na mojego instagrama - @vanillia96
49 komentarzy: