Popularne posty

20:58

Brwi permanentne | zabieg, ból, proces gojenia, efekt przed i po

Brwi permanentne | zabieg, ból, proces gojenia, efekt przed i po

Cześć!

Długo Was przetrzymałam z tym postem, bo na pierwszym zabiegu na brwi byłam w maju, ale jak dalej się przekonacie, brwi nie goją się w dwa dni i potrzebowałam trochę czasu żeby wszystko Wam dokładnie opowiedzieć, być pewna swojej opinii i byście znaleźli tu wszytko, co potrzeba wiedzieć w tym temacie. Przyznam Wam się, że nigdy tak naprawdę nie myślałam, że brwi permanentne będą mi do czegoś potrzebne i nigdy nie interesowałam się tym jak to wygląda. Przez moment byłam jedną z tych osób, które na hasło brwi permanentne miała dwie, cieniutkie, mega czarne kreseczki przed oczami, ale im bardziej weszłam w ten temat, tym bardziej zmieniłam zdanie. O tym, że poszłam na ten zabieg zdecydował los, a  konkretniej konkurs na instagramie (tutaj macie potwierdzenie, że czasem warto brać w nich udział). Sprawa jest prosta - zobaczyłam konkurs u jednej z dziewczyn, stwierdziłam, że wezmę udział i wygrałam! Nie musicie też się obawiać, salon był już sprawdzony, miał same pozytywne opinie i nie miałam się czego bać. Najbardziej do tego, by zrobić sobie te brwi przekonały mnie zdjęcia na profilu dziewczyny które mi je wykonywała wykonywała. Tutaj też się rodzi pierwsza rada - jeśli już się zdecydujecie na taki zabieg, dokładnie sprawdźcie miejsce do którego idziecie, opinie w internecie i to co najważniejsze zobaczcie czy to co widzicie na zdjęciach przed i po na profilu salonu jest tym co się Wam podoba. Czy odpowiadają Wam kształty, czy wyglądają na symetryczne, czy są dobre dobrane do twarzy, po prostu czy wyglądają na takie które Wy same chciałybyście mieć. Jeśli coś budzi Waszą obawę to poszukajcie innego salonu albo jeśli, któraś z dziewczyn jest oznaczona na zdjęciu bądź napisała opinie, to skontaktujcie się z nią i zapytajcie o jej odczucia.
Jeśli już zdecydujecie się na brwi i będziecie planować kiedy je zrobić to moja rada jest taka byście wybrały najlepiej taki termin, gdzie przez 7-10 dni nie będziecie musiały chodzić na ważne spotkania lub w takie miejsca, gdzie jednak wygląd się liczy. Jednak wiem, że nie każdy dysponuje takim czasem, ale trzeba pamiętać o tym, że na samym początku brwi wyglądają na bardzo ciemne, a później zaczynają się łuszczyć i schodzić, co nie wygląda zachęcająco.
Osoba, u której będziecie robić brwi poda Wam listę przeciwwskazań do takiego zabiegu, bądź bez problemu będziecie mogli znaleźć ją na stronie salonu. Nie jest ona długa, ale warto jej przestrzegać jeśli chcecie być pewne, że brwi się u Was przyjmą i że nie będzie żadnych komplikacji. Także przed samym zabiegiem osoba u której będziecie wykonywać brwi powinna dać Wam do podpisu oświadczenie, że jesteście pełnoletnie i że nie macie żadnych chorób oraz alergii, które mogłyby być przeszkodą do wykonania makijażu. 

Ja na sam zabieg przyszłam pomalowana, jednak jednego czego zabrakło w moim makijażu to zrobionych brwi. Jakoś uznałam, że jak się idzie na jakiś zabieg związanych z twarzą to nie powinno się być pomalowanym, a że chodziło o brwi to zostawiłam je tego dnia w spokoju, a w sumie nie musiałam. Tak naprawdę, jeśli macie pomalowane brwi to lepiej, bo osoba, która będzie Wam je robiła może lepiej ocenić jakie nosicie, w jakich czujecie się dobrze i na tej podstawie dopasować je jeszcze bardziej pod Wasz gust. U mnie było łatwiej pod tym względem, że na instagramie mam pełno zdjęć, na których widać moje brwi, a ta dziewczyna mnie obserwowała więc małe rozeznanie było. Oczywiście przed samym zabiegiem macie dobierane brwi dokładnie tak jak Wam pasują, przy użyciu kilku trików i plastikowych miarek, które idealnie pokazują gdzie powinny się kończyć, zaczynać i mieć najwyższy punt, tak by były naprawdę idealne. To jest jeszcze ten etap, w którym możecie wprowadzać zmiany, tak by to co zastaniecie chwile później naprawdę Wam odpowiadało. Wtedy też osoba wykonująca Wam zabieg dobiera z Wami kolor brwi oraz typ makijażu, który u Was wykona. W moim przypadku została wykonana metoda ombre. Jednak tak samo jak kolor i kształt wszystko dobiera się indywidualnie w zależności od potrzeb Waszych brwi i efektu jaki chcecie uzyskać. Po dobraniu wszystkiego i Waszej akceptacji zaczyna się zabawa i robienie brwi!

Jeśli zapytacie mnie czy zabieg boli, to podobno można go porównać do robienia tatuażu. Ja nigdy nie miałam robionego, ale też Wam nie powiem, że był to najprzyjemniejszy zabieg na jakim byłam. Na początku myślałam, że dam radę i że nie użyję znieczulenia (używając znieczulenia, jest szansa, że pigment mniej się przyjmie) ale nie wytrzymałam. Jeszcze jak kontury dało się znieść, to już same kolorowanie środka i podrażnianie tych samych miejsc kolejnymi warstwami pigmentu naprawdę było dla mnie bolesne, więc zdecydowałam się na znieczulenie, a bardziej dziewczyna robiąca mi brwi, widząc moje łzy stwierdziła, że chyba pora. Samo uczucie podczas wykonywania brwi porównałabym bym do tarcia igłą po skórze. 

Zabieg u mnie trwał naprawdę krótko, bo z tego co pamiętam była to niecała godzina, gdzie byłam nastawiona, że spędzę w salonie ze dwie. Jednak szybko udało nam się dobrać kształt i kolor, a samo robienie brwi trwa ok. 15-20 minut.


Jak spojrzałam na moje brwi zaraz po zabiegu, to byłam naprawdę mocno zdziwiona tym jakie były ciemne. Oczywiście wiedziałam, że na początku to tak wygląda i że ten kolor z dnia na dzień będzie jaśniał, ale szok był. Wracając do domu miałam wrażenie, że jedyne co ludzie widzą patrząc na mnie to brwi i nic więcej. Zresztą sami na zdjęciach możecie zobaczyć jak to wyglądało.


Brwi przed i po zabiegu


Samo gojenie brwi po zabiegu trwa miesiąc, ale już po tygodniu  wyglądają one normalnie. Pierwsze dni są takie, że brwi wyglądają na mocno przerysowane. Są kilkanaście razy ciemniejsze niż będą później i jest to czas, w którym może przechodzić Wam przez głowę myśl - co ja zrobiłam. Mnie tak około 5 dnia brwi zaczęły dopiero się łuszczyć. Nie powiem, że jest to przyjemny czas, zwłaszcza pod tym względem, że brwi wyglądają jakby Wam pękały, do tego odchodzą po kawałku, więc macie miejscami jaśniejsze luki. Po tygodniu już wszytko ładnie mi odeszło i miałam ładny kształt i kolor brwi, zdecydowanie nie podobny do tego, co było przez pierwsze 3 dni. Do czasu kolejnego zabiegu, którym jest korekta, brwi trochę Wam i tak ściemnieją, ale nie jest to taka różnica, która byłaby przez Was zauważalna.


Brwi po 4 dniach od zabiegu
Brwi po 5/6 dniach od zabiegu (łuszczenie się)

Na zdjęciu możecie zobaczyć jak wygląda okres łuszczenia się brwi. Tak jak pisałam wyżej nie jest to ładne i zachęcające, ale na szczęście nie trwa to długo - około 2 dni w moim przypadku. Ważne jest by w tym czasie nie ruszać brwi i nie odrywać strupków, nawet jeśli pokusa jest duża!

To co jest ważne podczas gojenia się brwi to ich odpowiednia pielęgnacja. Jeśli chcecie mieć pewność, że brwi Wam się ładnie zagoją, pigment dobrze się osadzi, to wystarczy, że będziecie przestrzegać kilku zasad.



Przyznam Wam szczerze, że najtrudniejsze do przestrzegania z tej listy było dla mnie wbrew pozorom nie moczenie brwi. Przez pierwsze dni zupełnie nie wiedziałam jak mam myć głowę, by nie oblać całej twarzy wodą, więc w tym przypadku musiałam się trochę nagimnastykować, bo okazało, że nawet odchylenie na maksa głowy do tyłu nie zdawało u mnie egzaminu. Oczywiście wielka krzywda się nie stanie jeśli kilka kropelek poleci Wam na brwi, a Wy szybko je osuszycie. W tej zasadzie chodzi głównie o to, że zbytnie moczenie może spowodować gorsze wchłonięcie się pigmentu, przez co Wasze brwi będą potrzebować większej korekty. Z nie drapaniem radziłam sobie dobrze, bo nie czułam jakieś wielkiej potrzeby by sobie to wszystko zdrapać. Jedynymi momentami, kiedy miałam ochotę coś robić to czas złuszczania się, kiedy jedyne co przychodziło do mojej głowy, to oderwanie wszystkich strupków, ale na szczęście same po przemywaniu octeniseptem zostawały na waciku. Przy stosowaniu alantanu, również ważne jest to by była to naprawdę cienka warstwa. Nie ma co przesadzać z produktem, bo tak jak w przypadku wody - im więcej tym brwi mogą się gorzej przyjąć, a W tym przypadku lek ma tylko pomóc w szybszym gojeniu, a nie powodować zanik pigmentu. Po 10 dniach można już wszystko odstawić i żyć zupełnie normalnie!

Korekta brwi powinna być zaplanowana tak po około miesiącu, kiedy już wszystko ładnie się zagoi. Wtedy przechodzimy wszytko tak jakby od nowa. Chociaż  powiem Wam, że korekta brwi o wiele mniej mnie bolała niż gdy robiłyśmy je od początku, głównie dlatego, że przy korekcie już nie trzeba nakładać tylu warstw i  skupia się jedynie na tych miejscach, gdzie pigment gorzej się przyjął. Jednak jeśli chodzi o pielęgnacje po i wszystkie inne zasady, wszytko zostaje bez zmian.
Brwi po dwóch tygodniach od zabiegu
Brwi obecnie, po 2 korekcie i 3 miesiącach od pierwszego zabiegu
Koszt takiego makijażu różni się w zależności od salonu w jakim będziecie go wykonywały. jednak standardowa cena to ok.700/800zł. Jasne, można pomyśleć, że to dużo i uznać że to zbędny wydatek, ale brwi utrzymują się ok.1.5 roku! Zalecane jest, żeby właśnie w granicach tego okresu odnowić efekt. Dla mnie te brwi są naprawdę strzałem w 10! Mimo, że wcześniej nie narzekałam na moje brwi i w sumie nie widziałam problemu w ich malowaniu to jednak widzę różnice w tym jak wyglądają teraz, a jakie były wcześniej, nawet po moich próbach ich ogarnięcia. Teraz wstając od razu wyglądam jak człowiek, mam trochę więcej czasu z rana, bo nie ukrywajmy malowanie brwi zabierało kilka minut. Tak naprawdę ze swoimi brwiami nie robię zupełnie nic, a i tak wyglądają dobrze. Oczywiście można je malować i nakładać na nie henne bądź inne kolorowe kosmetyki np. gdy chcecie zrobić mocniejszy makijaż, ale mi na co dzień odpowiada taki naturalny efekt. Z ręką na sercu mogę Wam polecić wykonanie taki brwi, naprawdę nie ma się czego obawiać jeśli wybierzecie dobry salon i osobę, która ma pojęcie o tym co robi. Minusem tego zabiegu jest tylko okres gojenia się brwi, bo nie wygląda się wtedy zachęcająco, ale ocenę czy warto przeżyć te dni, by potem cieszyć się ładnymi brwiami zostawię Wam i chętnie poznam Wasze zdanie w komentarzach. :)

Jeśli planujecie makijaż permanentny
 i jesteście ciekawe w jakim salonie w Warszawie robiłam swoje,
to podzielę się z Wami tą informacją w wiadomości prywatnej
na instagramie.
14 komentarzy:

19:03

Dlaczego warto nosić sukienki? | Przegląd wakacyjnych sukienek od NAKD

Dlaczego warto nosić sukienki? | Przegląd wakacyjnych sukienek od NAKD
 
Gdyby ktoś z mojej bliskiej rodziny wiedział, że teraz piszę post o tym dlaczego warto nosić sukienki, to jestem pewna, że umarł by ze śmiechu. Głównie dlatego, że jeszcze nie tak dawno sukienka była dla mnie tylko przykrym przymusem jeśli chodzi o rodzinne imprezy, choć i tak nie zawsze. W końcu istnieją eleganckie spodnie, a rodzinna powinna rozumieć, że wygoda jest najważniejsza. Tylko, że właśnie moje myślenie trochę się zmieniło i doszłam do wniosku, że istnieją sukienki, które wcale nie są niewygodne. 

Do tego noszenie sukienek ma w sobie naprawdę sporo plusów. Zaczynając od tych najprostszych, że wygląda się po prostu ładnie i kobieco. Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że jeśli wiem, że jestem ładnie ubrana (albo przynajmniej tylko mi się tak wydaje) to od razu podnosi się moja pewność siebie, czuję się komfortowo sama ze sobą i co najważniejsze od razu mam lepszy humor. A chyba nie muszę Was przekonywać do tego, że jeśli same ze sobą czujecie się dobrze, to od razu jesteście też tak odbierane, bo to bije z daleka.

Sukienka jest też bardzo łatwa do noszenia, bo wystarczy wyjąc tylko jedną rzecz z szafy, dodać kilka dodatków i stylizacja gotowa. O wiele prościej jest też dobrać jej krój do sylwetki niż jeśli skupiamy się na pojedynczych rzeczach. W końcu nie ma nic gorszego niż zbyt ciasne jeansy bądź koszulka, która tylko podkreśla nasze niedoskonałości. W tym przypadku krojem sukienki można zakryć naprawdę wiele, bądź skupić się na podkreśleniu tylko jednego aspektu naszego ciała, zakrywając wszytko inne.
sukienka - NAKD
buty - Born2be
Mit o niewygodnych i krępujących sukienkach odkładamy na bok! Ja myślę, że w tym roku polubiłam się z sukienkami, głównie dlatego, że przestałam myśleć, że sukienka musi być krótka, co zazwyczaj przy moim wzroście oznaczało krępujące sytuacje, w których bałam się schylić i usiąść bo wiedziałam, że zaraz wszyscy zobaczą moje majtki. Sukienki midi królują w tym sezonie, a ja jestem ich wielką fanką. Są to sukienki, które jak dla mnie są w idealnej długości i wcale nie muszą oznaczać, że skrócą nam sylwetkę albo, że będziemy w nich wyglądać jak stare babcie. Uwierzcie mi, że dodatkami i butami można zdziałać naprawdę wiele. Choć nie tylko taki typ sukienek jest wygodny. Prawda jest taka, że każda z Nas po prostu musi znaleźć swój idealny krój i typ sukienki, w którym będzie czuć się komfortowo, a wtedy same się przekonacie, że warto!
Szalejące upały w Polsce są doskonałym przykładem na to, że warto sięgać po sukienki, dlatego że jest w nich po prostu chłodniej i bardziej przewiewnie. Do tego #funfact jest taki, że po mimo, że każda z Nas myśli, że sukienka i mróz nie mogą iść ze sobą w parze, to podobno w sukienkach jest cieplej! Małym sprawcą tego jest powietrze, które zupełnie inaczej przepływa przez ciało w sukience niż przez ciało, które ma na sobie tysiące warstw, które niby powinny nas bardziej chronić przed zimnem.

Z psychologicznego punktu widzenia kobiety powinny częściej nosić sukienki, głównie dlatego, że wtedy bardziej podobają się mężczyznom, a każdy z nich jest bardziej skłonny do tego by im pomóc. Otworzyć drzwi w sklepie, przepuścić na pasach, pójść coś naprawić i wiele innych. 

Jednak żeby nie było, że sukienki w żaden dobry sposób nie działają na kobiety to jest jeszcze jeden plus. A mowa tu o sylwetce. Sukienki mają coś takiego w sobie, że sprawiają, że mniej się garbimy, ładniej stawiamy kroki i bardziej patrzymy na to jak siadamy. W końcu rozwalone nogi i sukienka nie wyglądają dobrze.
Sukienka - NAKD
Buty - renee
Torebka - Bonprix

Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr to do tego postu przygotowałam dla Was stylizacje z moimi ostatnimi zdobyczami ze sklepu NAKD. Są to dwie sukienki, w zupełnie innym stylu, dlatego jestem bardzo ciekawa, która z nich bardziej przypadła Wam do gustu. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! :)

Zapraszam na mojego instagrama - @vanillia96

Na hasło - vanillia96x20 - macie 20% zniżki na swoje zamówienie na stronie NAKD!

*linki do sukienek znajdziecie w opisach po zdjęciami!




45 komentarzy:

17:50

Przegląd Lipca | Energylandia, Katowice, Kajaki, Sesja w Słonecznikach

Przegląd Lipca | Energylandia, Katowice, Kajaki, Sesja w Słonecznikach
Cześć, dzień dobry!
Miałam już dla Was pisać zapowiadany  dawno post o brwiach permanentnych, ale hallo hallo, trochę mnie tu nie było więc chyba przydałby się mały blogowy update co ja w tym lipcu robiłam. Tak wiem lipiec nadal trwa, ale już bliżej końca niż początku.
Nikogo raczej nie zaskoczę faktem, że w lipcu zaczęłam wakacje! Tylko to już prawdopodobniej moje ostatnie wakacje, bo oprócz przyszłej obrony raczej już więcej z nauką nie będę miała wspólnego, bo jak na razie dalej na studia nie chce iść - i wiecie, że dopiero pisząc to, uświadomiłam sobie, że serio to moje ostatnie wakacje? SZOK! Choć z drugiej strony jakie to wakacje jak cały czas mam w głowie, że chyba czas dokończyć pracę licencjacką, no i czeka mnie też trochę nauki - eh.. dorosłe życie to już nie to samo.
Ale wracając do tego, co robiłam w lipcu to działo się kilka fajnych rzeczy. Pojechałam na zaproszenie do Energylandii! Oczywiście jak to w moim przypadku bywa, nie mogło obyć się bez przygód i tak jadąc sobie spokojnie już z lekkim opóźnieniem, bo jakby inaczej, nagle czekał nas trochę dłuższy postój niż mogłoby się wydawać. Zdarzyło się tak, że wracając sobie ze śniadania w Mc przywitał nas widok pękniętej opony, co oznaczało nic innego jak dodatkowe dwie godziny w plecy - bo jednak będąc na trasie nie tak łatwo znaleźć kogoś kto z chęcią naprawia opony. Jednak mimo wszystko udało nam się dotrzeć do Energy i super bawić. Akurat trafiliśmy na urodziny parku i na otwarcie nowej, najszybszej i największej kolejki górskiej w Europie. Od Energy dostałam dwie wejściówki na przedpremierowy zjazd, ale niestety nie powiem Wam jakie to emocje, bo oddałam je odważniejszym ode mnie. Choć nawet mimo to, że na niej nie byłam to od samego patrzenia emocje były duże. Kolejka ma pionowy zjazd w dół na 80m i jedzie 142 km na godzinę więc chyba nie muszę nic więcej dodawać. Sam widok księdza święcącego tę kolejkę też nie sprawił, że przestałam się bać o dwójkę, którą tam wysłałam, a w sumie wręcz przeciwnie, bałam się o nich jeszcze bardziej.
Jednak jeśli zastanawiacie się czy warto odwiedzić Energylandie to TAK, nawet BARDZO TAK! Ja bawiłam się tam świetnie. Jest masa super kolejek i atrakcji, do tego jest otworzona nowa strefa wodna, która jest idealna na wakacje. Ja na początku byłam trochę przerażona, bałam się od samego patrzenia na te kolejki, ale każda z nich jest naprawdę warta przejechania się, bo wiecie co? wcale nie ma się czego tak naprawdę bać! Chociaż jeśli trochę przerażają Was wysokości i szybkie zjazdy, to Energy ma też super strefę dla dzieci i uwierzcie mi na słowo, że niektóre z tamtych atrakcji wcale takie spokojne nie są - np. dobrze zapamiętany przeze mnie Energuś albo Toffifee - choć z tą wiąże się trochę inna historia. Bo wyobraźcie sobie, że jedziecie atrakcją wodną z dwoma chłopakami, który kończą przejażdżkę słowami - w sumie to było sucho - na co obsługa Enegy proponuje jeszcze jeden zjazd cicho śmiejąc się pod nosem.. i wtedy jadąc drugi raz wychodzicie z wagonika przemoczeni aż do suchej nitki! Serio, mieliśmy dosłownie wszytko mokre, w butach miałam rzekę i nawet mokre majtki.. także obsługa Energy dzięki! :D
top - reserved
spodenki - novashe
buty - sinsay
opaska - forever21
Po dniu w Energy kolejny spędziliśmy w Katowicach. Tak naprawdę byłam tam pierwszy raz
(chyba, że liczymy moment kiedy przejeżdżałam tam Polskim Busem w drodze do Krakowa). Dzień zaczęliśmy od dobrego śniadanka w KAFEJ, także jak będziecie kiedyś w Katowicach i szukacie fajnego miejsca to polecam - tylko nie przestraszcie się ilością ludzi, bo fakt kolejki są spore, ale idą sprawnie, miejsce dla każdego się znajdzie, a to, że warto to chyba już nie muszę mówić. Potem odhaczyliśmy kilka turystycznych miejsc typu Spodek i nawet wybraliśmy się do Zoo. Podjechaliśmy tam kolejką, z której są naprawdę ładne widoki i to też kolejna rzecz, którą polecam zrobić w Katowicach. Co do Zoo, to nie powiem, że jest to najlepsze Zoo, w którym byłam, ale niedźwiedzie machające do ludzi by dostać jedzonko wygrywają w tym miejscu wszytko.
W lipcu też po raz pierwszy w życiu byłam na spływie kajakowym. Od razu Wam powiem, że to coś innego niż nudne pływanie po jeziorku, gdzie tak naprawdę nic się nie dzieje. Pływanie po rzece jest o wiele fajniejsze. Zwłaszcza w tych momentach kiedy trzeba pomyśleć i coś zrobić. My na naszej rzece mieliśmy kilka przeszkód. Trzy razy musieliśmy wysiąść z kajaka i przenieść go przez powalone drzewa, dwa razy też wylądowaliśmy w wodzie. Raz zupełnie nie spodziewanie, w końcu mały wystający z wody patyk nie wydawał się groźny do czasu aż nie sprawił, że nasz kajak się wywrócił, a drugi raz pomógł nam w tym nasz kolega, który za mocno się złapał za nasz kajak i tym razem w trójkę znów byliśmy w wodzie. Mieliśmy też małą sytuację grozy, przeżywaną z całą rodziną pająków. Nie polecam się rozdzielać kiedy płyniecie w grupie, zwłaszcza gdy ochoczo płyniecie by uratować czapkę a przeszkoda na wodzie okazuje się małą pułapką. Na szczęście cali i zdrowi po 21km dotarliśmy do celu i pomimo tego, że byłam mocno spanikowana i prawie płakałam na tym kajaku to i tak chce jeszcze raz i mam nadzieję, że uda nam się wybrać na spływ jeszcze raz!
sukienka - novashe

O szalejącym pod Warszawą pytonie słyszała już chyba cała Polska, ale cała Polska nie słyszała jednak o tym, że te tereny są całkiem przyjazne na zdjęcia. Bo właśnie niedaleko miejsca, gdzie znaleziono skórę węża ja znalazłam cudowne pole słoneczników! Pole słoneczników okazało się być super na zdjęcia, a zresztą tę ocenę zostawiam Wam!
Koniecznie piszcie mi co Wy ciekawego robiliście w lipcu! 
A jeśli podobają Wam się moje zdjęcia, to zapraszam Was na mojego instagrama :)

41 komentarzy:

18:53

Tanie i dobre korektory pod oczy

Tanie i dobre korektory pod oczy


Pamiętam te czasy kiedy używanie korektora kojarzyło mi się tylko z zakrywaniem niedoskonałości na mojej buzi. Tak naprawdę jeszcze w liceum podkład był wielozadaniowym kosmetykiem, który również lądował pod moimi oczami i na powiekach i w sumie to nawet nie myślałam o tym by dokładać tam jeszcze korektor... bo po co skoro nie trzeba? Tylko, że tak się składa, że fluidy nie są idealnymi kosmetykami pod oczy, głównie dlatego, że są zbyt ciężkie, a okolica pod oczami jest najbardziej delikatną strefą, więc nakładanie tam jeszcze, nawet lekkiej warstwy podkładu, nie jest dobrym pomysłem. Chyba, że chcecie przesuszać swoją skórę pod oczami i dodać sobie wieku zmarszczkami.. kto co woli. ;)
Gdy nagle jednak dostałam olśnienia i kupiłam swój pierwszy korektor pod oczy, to uwierzcie, że zobaczyłam różnice w swoim wyglądzie. Po pierwsze wybrałam o wiele jaśniejszy kolor korektora od koloru mojego podkładu, przez co moja twarz jak i moje spojrzenie optycznie zaczęło wyglądać na bardziej rozświetlone i promienne. Do tego korektor o wiele lepiej od podkładu spisuje się pod względem zakrywania cieni pod oczami jak i maskowania worków, a uwierzcie, że worki pod oczami jak i zmęczone spojrzenie to moja zmora więc korektor pod oczami brzmi jak must have! Tylko jaki korektor wybrać jak z drogeryjnych półek uśmiecha się do nas ich masa i każdy kusi tym, że jest najlepszy. Ja od razu Wam powiem, że nie jestem fanką kupowania najdroższych kosmetyków, dlatego że nauczona doświadczeniem wiem, że często te tańsze są tak samo dobre jak nie i lepsze od tych w których oprócz jakości trzeba zapłacić również za samą nazwę marki. Dlatego dziś chcę Wam pokazać moich trzech ulubieńców, których bez problemów znajdziecie w takich drogeriach jak Hebe czy Rossmann, za cenę nie większą niż 15 złotych.



Pierwszy, który chce Wam przedstawić to korektor z Bell Multi Mineral Anti-Age. Jak wszystkie, które dziś Wam pokaże, jest to korektor w płynie, z pędzelkiem, a to co go wyróżnia wśród pozostałej dwójki to obecność minerałów w jego składzie. Jednak oprócz tego znajdziemy tam też filry UVB, czyli same plusy. Zaczynając od jego koloru, to jest najbardziej wpadający w różowe tony z pozostałych propozycji, jednak zauważyłam, że jego kolor zmienia się gdy zaczynam pracować nim pod oczami i wtedy robi się o wiele bardziej jasny i wtapia się w kolor mojej cery. Nie musicie się obawiać, że jego różowy pigment podbije Wam kolor cieni pod oczami, bo korektor naprawdę nieźle sobie z nimi radzi. Ma on też gęstą i przyjemną konsystencje. Nie jest tępy przez co łatwo się go aplikuje i co najważniejsze nie wchodzi w zmarszczki ani nie podkreśla ich w ciągu dnia. Co do jego trwałości to również nie mam się do czego przyczepić, bo u mnie świetnie daje sobie radę przez cały dzień. Jest to idealny korektor do codziennego makijażu, a  za cenę ok. 10zł za 7.5g produktu to naprawdę go Wam polecam bo jest super opłacalny. Aaaa i jeszcze dodam, że bez problemu znajdziecie, go też w biedronce!
 

Moim kolejnym ulubieńcem jest korektor z Ingrid Cosmetics ideal skin. Żeby nie powielać treści i nie pisać Wam praktycznie tego samego co o poprzedniku - bo jest tak samo super - to powiem o jego różnicach. To co najbardziej rzuca się w oczy (a Wy będziecie mogli to zobaczyć niżej na swatch'ach) to jego kolor, a mianowicie to, że jest najbardziej żółtą propozycją. Ja używam go wtedy kiedy chcę jak najbardziej rozświetlić swoją okolicę pod oczami, bo do tego sprawdza się idealnie. Ten korektor moim zdaniem jest odpowiednikiem korektora z L'Oreal true match  tylko z taką małą różnicą, że ten kosztuje ok. 10 zł, a nie 40kilka. Jego wadą jest to, że szybciej zaczyna podkreślać zmarszczki w ciągu dnia, jednak mimo to i tak bardzo Wam go polecam, głównie przez ten efekt rozświetlenia, który daje.



Ostatni z tej trójki to gwiazda internetu czyli liquid camuflage z Catrice Cosmetics. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą jego gama kolorystyczna jakiś czas temu się zmieniła i został wprowadzony nowy jaśniejszy kolor czyli 005 light natural. Cieszę się z tego bardzo, bo 010 jednak był dla mnie za ciemny, a ten pasuje bladziochom. To co wyróżnia go z pozostałej dwójki to jego bardzo gęsta konsystencja i krycie. Ja ten korektor pod oczy używam wtedy kiedy czuję, że potrzebuje o wiele większego krycia niż zazwyczaj, kiedy moje cienie pod oczami wyglądają jakby mnie ktoś pobił, a worki jakbym nie spała przez rok - wtedy ten korektor spisuje się idealnie i już tak bardzo się nie straszy. Jest on też idealny jeśli wybieracie się na jakąś imprezę i chcecie być pewne, że ten korektor zostanie z Wami do rana. Jest on też świetny jeśli chodzi o zakrywanie niedoskonałości na twarzy i głównie do tego używam go na co dzień. Jest on też najdroższą propozycją bo za 5g zapłacimy ok. 15 złotych. Jednak po raz kolejny powiem, że warto!



W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jaki korektor jest teraz Waszym ulubieńcem :)
32 komentarze: