Popularne posty

19:03

Dlaczego warto nosić sukienki? | Przegląd wakacyjnych sukienek od NAKD

Dlaczego warto nosić sukienki? | Przegląd wakacyjnych sukienek od NAKD
 
Gdyby ktoś z mojej bliskiej rodziny wiedział, że teraz piszę post o tym dlaczego warto nosić sukienki, to jestem pewna, że umarł by ze śmiechu. Głównie dlatego, że jeszcze nie tak dawno sukienka była dla mnie tylko przykrym przymusem jeśli chodzi o rodzinne imprezy, choć i tak nie zawsze. W końcu istnieją eleganckie spodnie, a rodzinna powinna rozumieć, że wygoda jest najważniejsza. Tylko, że właśnie moje myślenie trochę się zmieniło i doszłam do wniosku, że istnieją sukienki, które wcale nie są niewygodne. 

Do tego noszenie sukienek ma w sobie naprawdę sporo plusów. Zaczynając od tych najprostszych, że wygląda się po prostu ładnie i kobieco. Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że jeśli wiem, że jestem ładnie ubrana (albo przynajmniej tylko mi się tak wydaje) to od razu podnosi się moja pewność siebie, czuję się komfortowo sama ze sobą i co najważniejsze od razu mam lepszy humor. A chyba nie muszę Was przekonywać do tego, że jeśli same ze sobą czujecie się dobrze, to od razu jesteście też tak odbierane, bo to bije z daleka.

Sukienka jest też bardzo łatwa do noszenia, bo wystarczy wyjąc tylko jedną rzecz z szafy, dodać kilka dodatków i stylizacja gotowa. O wiele prościej jest też dobrać jej krój do sylwetki niż jeśli skupiamy się na pojedynczych rzeczach. W końcu nie ma nic gorszego niż zbyt ciasne jeansy bądź koszulka, która tylko podkreśla nasze niedoskonałości. W tym przypadku krojem sukienki można zakryć naprawdę wiele, bądź skupić się na podkreśleniu tylko jednego aspektu naszego ciała, zakrywając wszytko inne.
sukienka - NAKD
buty - Born2be
Mit o niewygodnych i krępujących sukienkach odkładamy na bok! Ja myślę, że w tym roku polubiłam się z sukienkami, głównie dlatego, że przestałam myśleć, że sukienka musi być krótka, co zazwyczaj przy moim wzroście oznaczało krępujące sytuacje, w których bałam się schylić i usiąść bo wiedziałam, że zaraz wszyscy zobaczą moje majtki. Sukienki midi królują w tym sezonie, a ja jestem ich wielką fanką. Są to sukienki, które jak dla mnie są w idealnej długości i wcale nie muszą oznaczać, że skrócą nam sylwetkę albo, że będziemy w nich wyglądać jak stare babcie. Uwierzcie mi, że dodatkami i butami można zdziałać naprawdę wiele. Choć nie tylko taki typ sukienek jest wygodny. Prawda jest taka, że każda z Nas po prostu musi znaleźć swój idealny krój i typ sukienki, w którym będzie czuć się komfortowo, a wtedy same się przekonacie, że warto!
Szalejące upały w Polsce są doskonałym przykładem na to, że warto sięgać po sukienki, dlatego że jest w nich po prostu chłodniej i bardziej przewiewnie. Do tego #funfact jest taki, że po mimo, że każda z Nas myśli, że sukienka i mróz nie mogą iść ze sobą w parze, to podobno w sukienkach jest cieplej! Małym sprawcą tego jest powietrze, które zupełnie inaczej przepływa przez ciało w sukience niż przez ciało, które ma na sobie tysiące warstw, które niby powinny nas bardziej chronić przed zimnem.

Z psychologicznego punktu widzenia kobiety powinny częściej nosić sukienki, głównie dlatego, że wtedy bardziej podobają się mężczyznom, a każdy z nich jest bardziej skłonny do tego by im pomóc. Otworzyć drzwi w sklepie, przepuścić na pasach, pójść coś naprawić i wiele innych. 

Jednak żeby nie było, że sukienki w żaden dobry sposób nie działają na kobiety to jest jeszcze jeden plus. A mowa tu o sylwetce. Sukienki mają coś takiego w sobie, że sprawiają, że mniej się garbimy, ładniej stawiamy kroki i bardziej patrzymy na to jak siadamy. W końcu rozwalone nogi i sukienka nie wyglądają dobrze.
Sukienka - NAKD
Buty - renee
Torebka - Bonprix

Żeby nie było, że rzucam słowa na wiatr to do tego postu przygotowałam dla Was stylizacje z moimi ostatnimi zdobyczami ze sklepu NAKD. Są to dwie sukienki, w zupełnie innym stylu, dlatego jestem bardzo ciekawa, która z nich bardziej przypadła Wam do gustu. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! :)

Zapraszam na mojego instagrama - @vanillia96

Na hasło - vanillia96x20 - macie 20% zniżki na swoje zamówienie na stronie NAKD!

*linki do sukienek znajdziecie w opisach po zdjęciami!




38 komentarzy:

17:50

Przegląd Lipca | Energylandia, Katowice, Kajaki, Sesja w Słonecznikach

Przegląd Lipca | Energylandia, Katowice, Kajaki, Sesja w Słonecznikach
Cześć, dzień dobry!
Miałam już dla Was pisać zapowiadany  dawno post o brwiach permanentnych, ale hallo hallo, trochę mnie tu nie było więc chyba przydałby się mały blogowy update co ja w tym lipcu robiłam. Tak wiem lipiec nadal trwa, ale już bliżej końca niż początku.
Nikogo raczej nie zaskoczę faktem, że w lipcu zaczęłam wakacje! Tylko to już prawdopodobniej moje ostatnie wakacje, bo oprócz przyszłej obrony raczej już więcej z nauką nie będę miała wspólnego, bo jak na razie dalej na studia nie chce iść - i wiecie, że dopiero pisząc to, uświadomiłam sobie, że serio to moje ostatnie wakacje? SZOK! Choć z drugiej strony jakie to wakacje jak cały czas mam w głowie, że chyba czas dokończyć pracę licencjacką, no i czeka mnie też trochę nauki - eh.. dorosłe życie to już nie to samo.
Ale wracając do tego, co robiłam w lipcu to działo się kilka fajnych rzeczy. Pojechałam na zaproszenie do Energylandii! Oczywiście jak to w moim przypadku bywa, nie mogło obyć się bez przygód i tak jadąc sobie spokojnie już z lekkim opóźnieniem, bo jakby inaczej, nagle czekał nas trochę dłuższy postój niż mogłoby się wydawać. Zdarzyło się tak, że wracając sobie ze śniadania w Mc przywitał nas widok pękniętej opony, co oznaczało nic innego jak dodatkowe dwie godziny w plecy - bo jednak będąc na trasie nie tak łatwo znaleźć kogoś kto z chęcią naprawia opony. Jednak mimo wszystko udało nam się dotrzeć do Energy i super bawić. Akurat trafiliśmy na urodziny parku i na otwarcie nowej, najszybszej i największej kolejki górskiej w Europie. Od Energy dostałam dwie wejściówki na przedpremierowy zjazd, ale niestety nie powiem Wam jakie to emocje, bo oddałam je odważniejszym ode mnie. Choć nawet mimo to, że na niej nie byłam to od samego patrzenia emocje były duże. Kolejka ma pionowy zjazd w dół na 80m i jedzie 142 km na godzinę więc chyba nie muszę nic więcej dodawać. Sam widok księdza święcącego tę kolejkę też nie sprawił, że przestałam się bać o dwójkę, którą tam wysłałam, a w sumie wręcz przeciwnie, bałam się o nich jeszcze bardziej.
Jednak jeśli zastanawiacie się czy warto odwiedzić Energylandie to TAK, nawet BARDZO TAK! Ja bawiłam się tam świetnie. Jest masa super kolejek i atrakcji, do tego jest otworzona nowa strefa wodna, która jest idealna na wakacje. Ja na początku byłam trochę przerażona, bałam się od samego patrzenia na te kolejki, ale każda z nich jest naprawdę warta przejechania się, bo wiecie co? wcale nie ma się czego tak naprawdę bać! Chociaż jeśli trochę przerażają Was wysokości i szybkie zjazdy, to Energy ma też super strefę dla dzieci i uwierzcie mi na słowo, że niektóre z tamtych atrakcji wcale takie spokojne nie są - np. dobrze zapamiętany przeze mnie Energuś albo Toffifee - choć z tą wiąże się trochę inna historia. Bo wyobraźcie sobie, że jedziecie atrakcją wodną z dwoma chłopakami, który kończą przejażdżkę słowami - w sumie to było sucho - na co obsługa Enegy proponuje jeszcze jeden zjazd cicho śmiejąc się pod nosem.. i wtedy jadąc drugi raz wychodzicie z wagonika przemoczeni aż do suchej nitki! Serio, mieliśmy dosłownie wszytko mokre, w butach miałam rzekę i nawet mokre majtki.. także obsługa Energy dzięki! :D
top - reserved
spodenki - novashe
buty - sinsay
opaska - forever21
Po dniu w Energy kolejny spędziliśmy w Katowicach. Tak naprawdę byłam tam pierwszy raz
(chyba, że liczymy moment kiedy przejeżdżałam tam Polskim Busem w drodze do Krakowa). Dzień zaczęliśmy od dobrego śniadanka w KAFEJ, także jak będziecie kiedyś w Katowicach i szukacie fajnego miejsca to polecam - tylko nie przestraszcie się ilością ludzi, bo fakt kolejki są spore, ale idą sprawnie, miejsce dla każdego się znajdzie, a to, że warto to chyba już nie muszę mówić. Potem odhaczyliśmy kilka turystycznych miejsc typu Spodek i nawet wybraliśmy się do Zoo. Podjechaliśmy tam kolejką, z której są naprawdę ładne widoki i to też kolejna rzecz, którą polecam zrobić w Katowicach. Co do Zoo, to nie powiem, że jest to najlepsze Zoo, w którym byłam, ale niedźwiedzie machające do ludzi by dostać jedzonko wygrywają w tym miejscu wszytko.
W lipcu też po raz pierwszy w życiu byłam na spływie kajakowym. Od razu Wam powiem, że to coś innego niż nudne pływanie po jeziorku, gdzie tak naprawdę nic się nie dzieje. Pływanie po rzece jest o wiele fajniejsze. Zwłaszcza w tych momentach kiedy trzeba pomyśleć i coś zrobić. My na naszej rzece mieliśmy kilka przeszkód. Trzy razy musieliśmy wysiąść z kajaka i przenieść go przez powalone drzewa, dwa razy też wylądowaliśmy w wodzie. Raz zupełnie nie spodziewanie, w końcu mały wystający z wody patyk nie wydawał się groźny do czasu aż nie sprawił, że nasz kajak się wywrócił, a drugi raz pomógł nam w tym nasz kolega, który za mocno się złapał za nasz kajak i tym razem w trójkę znów byliśmy w wodzie. Mieliśmy też małą sytuację grozy, przeżywaną z całą rodziną pająków. Nie polecam się rozdzielać kiedy płyniecie w grupie, zwłaszcza gdy ochoczo płyniecie by uratować czapkę a przeszkoda na wodzie okazuje się małą pułapką. Na szczęście cali i zdrowi po 21km dotarliśmy do celu i pomimo tego, że byłam mocno spanikowana i prawie płakałam na tym kajaku to i tak chce jeszcze raz i mam nadzieję, że uda nam się wybrać na spływ jeszcze raz!
sukienka - novashe

O szalejącym pod Warszawą pytonie słyszała już chyba cała Polska, ale cała Polska nie słyszała jednak o tym, że te tereny są całkiem przyjazne na zdjęcia. Bo właśnie niedaleko miejsca, gdzie znaleziono skórę węża ja znalazłam cudowne pole słoneczników! Pole słoneczników okazało się być super na zdjęcia, a zresztą tę ocenę zostawiam Wam!
Koniecznie piszcie mi co Wy ciekawego robiliście w lipcu! 
A jeśli podobają Wam się moje zdjęcia, to zapraszam Was na mojego instagrama :)

41 komentarzy:

18:53

Tanie i dobre korektory pod oczy

Tanie i dobre korektory pod oczy


Pamiętam te czasy kiedy używanie korektora kojarzyło mi się tylko z zakrywaniem niedoskonałości na mojej buzi. Tak naprawdę jeszcze w liceum podkład był wielozadaniowym kosmetykiem, który również lądował pod moimi oczami i na powiekach i w sumie to nawet nie myślałam o tym by dokładać tam jeszcze korektor... bo po co skoro nie trzeba? Tylko, że tak się składa, że fluidy nie są idealnymi kosmetykami pod oczy, głównie dlatego, że są zbyt ciężkie, a okolica pod oczami jest najbardziej delikatną strefą, więc nakładanie tam jeszcze, nawet lekkiej warstwy podkładu, nie jest dobrym pomysłem. Chyba, że chcecie przesuszać swoją skórę pod oczami i dodać sobie wieku zmarszczkami.. kto co woli. ;)
Gdy nagle jednak dostałam olśnienia i kupiłam swój pierwszy korektor pod oczy, to uwierzcie, że zobaczyłam różnice w swoim wyglądzie. Po pierwsze wybrałam o wiele jaśniejszy kolor korektora od koloru mojego podkładu, przez co moja twarz jak i moje spojrzenie optycznie zaczęło wyglądać na bardziej rozświetlone i promienne. Do tego korektor o wiele lepiej od podkładu spisuje się pod względem zakrywania cieni pod oczami jak i maskowania worków, a uwierzcie, że worki pod oczami jak i zmęczone spojrzenie to moja zmora więc korektor pod oczami brzmi jak must have! Tylko jaki korektor wybrać jak z drogeryjnych półek uśmiecha się do nas ich masa i każdy kusi tym, że jest najlepszy. Ja od razu Wam powiem, że nie jestem fanką kupowania najdroższych kosmetyków, dlatego że nauczona doświadczeniem wiem, że często te tańsze są tak samo dobre jak nie i lepsze od tych w których oprócz jakości trzeba zapłacić również za samą nazwę marki. Dlatego dziś chcę Wam pokazać moich trzech ulubieńców, których bez problemów znajdziecie w takich drogeriach jak Hebe czy Rossmann, za cenę nie większą niż 15 złotych.



Pierwszy, który chce Wam przedstawić to korektor z Bell Multi Mineral Anti-Age. Jak wszystkie, które dziś Wam pokaże, jest to korektor w płynie, z pędzelkiem, a to co go wyróżnia wśród pozostałej dwójki to obecność minerałów w jego składzie. Jednak oprócz tego znajdziemy tam też filry UVB, czyli same plusy. Zaczynając od jego koloru, to jest najbardziej wpadający w różowe tony z pozostałych propozycji, jednak zauważyłam, że jego kolor zmienia się gdy zaczynam pracować nim pod oczami i wtedy robi się o wiele bardziej jasny i wtapia się w kolor mojej cery. Nie musicie się obawiać, że jego różowy pigment podbije Wam kolor cieni pod oczami, bo korektor naprawdę nieźle sobie z nimi radzi. Ma on też gęstą i przyjemną konsystencje. Nie jest tępy przez co łatwo się go aplikuje i co najważniejsze nie wchodzi w zmarszczki ani nie podkreśla ich w ciągu dnia. Co do jego trwałości to również nie mam się do czego przyczepić, bo u mnie świetnie daje sobie radę przez cały dzień. Jest to idealny korektor do codziennego makijażu, a  za cenę ok. 10zł za 7.5g produktu to naprawdę go Wam polecam bo jest super opłacalny. Aaaa i jeszcze dodam, że bez problemu znajdziecie, go też w biedronce!
 

Moim kolejnym ulubieńcem jest korektor z Ingrid Cosmetics ideal skin. Żeby nie powielać treści i nie pisać Wam praktycznie tego samego co o poprzedniku - bo jest tak samo super - to powiem o jego różnicach. To co najbardziej rzuca się w oczy (a Wy będziecie mogli to zobaczyć niżej na swatch'ach) to jego kolor, a mianowicie to, że jest najbardziej żółtą propozycją. Ja używam go wtedy kiedy chcę jak najbardziej rozświetlić swoją okolicę pod oczami, bo do tego sprawdza się idealnie. Ten korektor moim zdaniem jest odpowiednikiem korektora z L'Oreal true match  tylko z taką małą różnicą, że ten kosztuje ok. 10 zł, a nie 40kilka. Jego wadą jest to, że szybciej zaczyna podkreślać zmarszczki w ciągu dnia, jednak mimo to i tak bardzo Wam go polecam, głównie przez ten efekt rozświetlenia, który daje.



Ostatni z tej trójki to gwiazda internetu czyli liquid camuflage z Catrice Cosmetics. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą jego gama kolorystyczna jakiś czas temu się zmieniła i został wprowadzony nowy jaśniejszy kolor czyli 005 light natural. Cieszę się z tego bardzo, bo 010 jednak był dla mnie za ciemny, a ten pasuje bladziochom. To co wyróżnia go z pozostałej dwójki to jego bardzo gęsta konsystencja i krycie. Ja ten korektor pod oczy używam wtedy kiedy czuję, że potrzebuje o wiele większego krycia niż zazwyczaj, kiedy moje cienie pod oczami wyglądają jakby mnie ktoś pobił, a worki jakbym nie spała przez rok - wtedy ten korektor spisuje się idealnie i już tak bardzo się nie straszy. Jest on też idealny jeśli wybieracie się na jakąś imprezę i chcecie być pewne, że ten korektor zostanie z Wami do rana. Jest on też świetny jeśli chodzi o zakrywanie niedoskonałości na twarzy i głównie do tego używam go na co dzień. Jest on też najdroższą propozycją bo za 5g zapłacimy ok. 15 złotych. Jednak po raz kolejny powiem, że warto!



W komentarzach koniecznie dajcie mi znać jaki korektor jest teraz Waszym ulubieńcem :)
32 komentarze:

19:56

SeeBloggers 2018 | Event dla słupów reklamowych

SeeBloggers 2018 | Event dla słupów reklamowych

Cześć!
Nie wiem czy ktoś z Was tu pamięta jak w zeszłym roku opisywałam Wam See Bloggers jako jedno z fajniejszych wydarzeń z mojego blogowego życia, w jakim miałam okazję brać udział. W tym roku także nie mogłam doczekać się kolejnej edycji, nawet mimo tego przykrego faktu, że festiwal z Gdynii został przeniesiony do Łodzi i moja okazja na zobaczenie morza przepadła... Jednak z jednej strony fajnie było jechać na event tylko półtorej godziny zamiast pięciu, ale z drugiej morze nadawało jakiegoś lepszego klimatu całemu temu wydarzeniu.
Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że festiwal się rozrasta i to samo miejsce w Gdynii było o wiele za małe by pomieścić tak dużo osób i marek ile było w tym roku, no i dochodziła do tego wszystkiego promocja Łodzi, która walczy dzielnie o kojarzenie się z miastem kultury, a takie wydarzenia z pewnością bardzo jej pomogą, w końcu promocja w internecie teraz liczy się bardzo mocno.
O tym jak ważna jest promocja w internecie wiedzą także marki, które w tym roku wystawiały się na see bloggers. W porównaniu z zeszłą edycją muszę przyznać, że w tym roku stoiska wyglądały o wiele bardziej zachęcająco i każde kusiło by podejść i zobaczyć co można znaleźć tam ciekawego. W końcu na evencie dla słupów reklamowych każde stoisko walczyło o to by być jak najbardziej instagramowe by każdy influencer podszedł i właśnie tam zrobił sobie zdjęcie. Muszę Wam przyznać, że taka chamska reklama i zachęcanie do niej jest czymś przez co w tym roku see bloggers nie wywarło na mnie aż tak dobrego wrażenia. Po zeszłej edycji, festiwal kojarzył mi się z miejscem, gdzie mogłam poznać nowe marki, gdzie podchodząc do stoiska mogłam pooglądać produkty, porozmawiać o nowościach, a nie być tylko zachęcana do tego bym zrobiła zdjęcie, wstawiła na swój profil bo tylko wtedy będę mogła dostać krem na 5 złoty. Juhuuu... deal życia. Najbardziej przykro było mi patrzeć, że wiele dziewczyn naprawdę podchodziło do stoisk, robiło tysiące zdjęć i dodawało je na swoje media społecznościowe ciesząc się, że dostaną za to coś w zamian. Tylko, że to coś w porównaniu z reklamą, którą w tym momencie dostawała dana marka była niczym przy prezencie dla bloggerki, bo nie wiem czy gumka do włosów, czy szampon jest naprawdę wart darmowej promocji. To też mi dało do myślenia jak wiele jest dziewczyn, które są zupełnie nieświadome jak bardzo są wykorzystywane przez marki i jak wielką krzywdę robią sobie i swojemu profilowi godząc się na darmową reklamę. Ja w zeszłym roku będąc na see bloggers byłam jedną z tych dziewczyn, która zupełnie nie miała świadomości, że zasięg, który generują moje media ma znaczenie i że mogę zarabiać na tym co robię. Internet ma teraz ogromną moc, instagram jest idealnym miejscem sprzedażowym, a niewiedza bloggerek sprawia, że pieniądze, które marka wydałaby na reklamę w telewizji zostaje w jej kieszeni, bo nie wydając nic, mają jeszcze większy zasięg reklamując się u dziewczyn, które są wdzięczne za kilka kosmetyków, nie ważne jakiej wartości. Oczywiście nie chce tu mówić, że każdy barter jest zły, w końcu sama nie pogardziłabym wakacjami, albo jakby ktoś chciał mi dać coś co akurat sama chciałam sobie kupić i mogła bym tylko na tym oszczędzić pieniądze, ale myślę, że trzeba szanować siebie i swój czas i wiedzieć, że to że marka odzywa się do Was bo chce Wam dać krem w zamian za kilka zdjęć wcale nie jest nagrodą dla Was tylko wyzyskiem. Piszę o tym również dlatego, że jedna z prelegatek poruszyła ten temat na swoim wystąpieniu i może nie wszystko to co mówiła mi się podobało i nie ze wszystkim się zgadzam, to z drugiej strony myślę, że poruszanie tematu 'jak zły jest barter' było świetne, zwłaszcza na takim wydarzeniu, gdzie naprawdę bardzo dużo dziewczyn nie miało świadomości jak bardzo ich niewiedza jest wykorzystywana.


W tym roku też nie udało mi się zapisać na wszystkie warsztaty na jakie chciałam. Nie jest to jednak przeszkoda by w nich nie uczestniczyć, bo zawsze jest tak, że ktoś się zapisze i nie przyjdzie albo po prostu znajdują się dodatkowe miejsca, jednak ja miałam okazje uczestniczyć tylko w dwóch. Z jednego z nich jestem na maxa zadowolona, bo robiłyśmy tam swoje własne lasy w słoiku! Na początku myślałam, że kompletnie nic mi z tego nie wyjdzie i ewentualnie wygram konkurs na najgorszy ekosystem, ale finalnie jestem z siebie naprawdę zadowolona i dumna z tego co mi wyszło. Do tego prawdopodobnie jest to pierwsza roślinka, która mi nie zwiędnie i zostanie ze mną na zawsze! ( a przynajmniej mam taką nadzieję)


Drugie warsztaty w których brałam udział skupiały się na tym co czeka nas w przyszłości pod względem kosmetyków. W końcu nie wiem czy wiecie, że loreal planuje w ciągu 5-7 lat wstawić męskie szafy kosmetyków kolorowych do drogerii i liczy na to, że nikogo nie będzie już to dziwić. Rozmawiałyśmy też trochę o tym jak kosmetyki i trendy zmieniały się na przestrzeni lat i jak niektóre marki doszły do sukcesu wykorzystując tylko to co aktualnie staje się modne. Na przykład moda na słodkie i kolorowe opakowania sprawia, że Tony Molly jest jedną z popularniejszych i bardzo dobrze zarabiających marek kosmetycznych, a bum na brody sprawił, że nasz facet, który ma brodę może mieć teraz o tysiąc razy więcej kosmetyków niż my, nawet jeśli zupełnie ich nie potrzebuje. Na koniec warsztatów same miałyśmy okazje w grupach stworzyć coś własnego i innowacyjnego, co podbije rynek w przyszłości. Pomysłów było co nie miara!


W tym roku see bloggers poszło też o krok dalej i przygotowało galę hasztagi roku. Zaczynała się ona o 20.30 pierwszego dnia festiwalu i chodziło w niej o wręczanie nagród dla bloggerów nominowanych w różnych kategoriach. Pomysł wydawał mi się super, ale gdy spojrzałam na listę nominowanych stwierdziłam, że ma to mały sens. Głównie dlatego, że nominowane były tylko duże kanały i blogi, które cieszą się ogromną popularnością w Polsce. W końcu każda zajarana internetem osoba wie kim są Fit Loversi, Siostry Adihd albo serial nieprzygotowani, a właśnie takie osoby były nominowane do nagród na gali, na festiwalu dla mikroinfluencerów. Mam nadzieję, że nie odbieracie tego jako mój żal tyłka bo ja nie zostałam nominowana, bo tak nie jest. Chodzi mi tylko o to, że jeśli impreza jest dedykowana dla mniejszych twórców to powinna się też skupić na ich docenieniu. Przecież jest ogrom mniej znanych i ciekawych profilów, które może właśnie przez taką nominacje i zwrócenie na nie uwagi wskoczyły by o poziom wyżej, bo na takim evencie, ktoś by się o nich dowiedział i zainteresował. 

Po całej gali odbył się jeszcze koncert Kasi Nosowskiej, a później zaczęło się after party, które spędziłam zupełnie inaczej niż rok wcześniej kiedy impreza odbywała się praktycznie na dworze, bo dopisywała nam super pogoda. Tym razem wszyscy zostali w środku i po prostu dobrze się bawili, bo pogoda za oknem była tragiczna. 

Jeśli zapytacie mnie czy warto wybrać się na przyszłe edycje see bloggers, to nadal moja odpowiedź brzmi, że tak. Bo zawsze jest to okazja by dowiedzieć się czegoś nowego, poznać nowe marki, osoby, może nawiązać jakieś współprace bądź po prostu dobrze się bawić. Takie eventy są świetne dla osób, które dopiero zaczynają, chcą zobaczyć jak ten świat wygląda od środka, bo macie tam okazje spotkać osoby większe od siebie z którymi można normalnie porozmawiać, zadać pytania lub zrobić zdjęcie. Jednak jeśli oczekujecie od tego eventu czegoś więcej, tak jak ja w tym roku, to możecie nieco się rozczarować, jak zdacie sobie sprawę, że określenie słup reklamowy na bloggera jest prawdziwe, bo cały event dla niektórych opiera się tylko na zgarnianiu darmoszki i chamskiej promocji. Sama nie wiem czy wybiorę się na kolejną edycje see bloggers za rok, może jedynie jeśli znajdę więcej interesujących warsztatów dla siebie, bo jak na razie myślę, że nie jadąc tam, tak naprawę wiele mnie nie ominie. 



17 komentarzy: