15:00

Baza Peel Off Neess | Ekspresowe ściąganie lakieru hybrydowego + ROZDANIE

Baza Peel Off Neess | Ekspresowe ściąganie lakieru hybrydowego + ROZDANIE
Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam pomalowane paznokcie normalnym lakierem i prawdopodobnie te czasy szybko nie wrócą. Od kiedy pierwszy raz założyłam hybrydy, przepadłam bez końca i naprawdę nie wyobrażam sobie powrotu do malowania paznokci tradycyjnymi lakierami i spędzania wieków czekając aż lakier zaschnie. W noszeniu hybryd zdecydowanie widzę więcej plusów niż minusów, ale bądźmy szczerzy zdejmowanie ich nie należy do najfajniejszych rzeczy. Owijanie paznokci w folię, która zdecydowanie ogranicza zakres ruchów na jakiś czas i moczenie paznokci w acetonie przez pół-godziny po to by później bardzo ostrożnie ściągać lakier, tak by na pewno nie uszkodzić płytki paznokcia, dla niektórych brzmi jak koszmar i przyznam, sama za tym nie przepadam.
Dlatego byłam strasznie podekscytowana i ciekawa, kiedy usłyszałam, że marka Neess wypuszcza baze peel-off, wychodząc na przeciw każdej dziewczynie, która nie cierpi zdejmowania tego typu lakieru i możliwe, że dlatego unika noszenia hybryd... więc tadaaam to małe cudo zmienia świat!
Od razu Wam zdradzę, że jestem zakochana w tej bazie i już jest mi smutno na samą myśl, że kiedyś mi się skończy, bo wtedy najprawdopodobniej wykupię wszelkie dostępne zapasy, ale uwierzcie mi baza sprawdza się świetnie.
Zaczynając od początku, samo opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym, jest to tradycyjna buteleczka w ciemnym opakowaniu, co charakteryzuje większość lakierów hybrydowych. Pędzelek ma standardową wielkość, a sama baza jest przezroczysta. Pierwsze zmiany można zauważyć jeśli porównamy konsystencję tej bazy do innych. Przyzwyczajona byłam do gęstych i ciągnących się baz, za to ta jest rzadka i bardziej przypomina mi swoją konsystencją top.

Baza Peel-off jest też wyjątkowa pod względem samej aplikacji. Kiedy mamy już nadany piękny kształt i odsunięte skórki, to wcale kolejnym krokiem nie jest zmatowienie płytki bloczkiem, ani użycie primera, aby przedłużyć działanie bazy, w tym wypadku należy jedynie przetrzeć paznokcie cleanerem, a następnie nałożyć cienką warstwę bazy na płytkę paznokcia. Przeciwnie do wszelkich innych baz w tym momencie nie potrzeba wkładać paznokci pod lampę, tylko należy odczekać minutę, a potem nałożyć kolejną cienką warstwę bazy i po raz kolejny odczekać minutę. W tym momencie baza sama utwardza się na naszych paznokciach i jest gotowa, aby nałożyć na nią wybrany przez nas wcześniej kolor. Dopiero w tym momencie wkładamy paznokcie pod lampę i kończymy manicure w ten sam sposób co zawsze, nie zapominając o topie i przemyciu paznokci cleanerem, aby pozbyć się warstwy dyspersyjnej.

Te małe zmiany w aplikacji bazy spowodowane są tym za co uwielbiam te bazę a mianowicie jej ściąganie. Zawsze był to dość przykry moment, nie tylko dlatego, że trzeba się wtedy pożegnać z pięknie pomalowanymi paznokciami, ale zdecydowanie bardziej dlatego, że nie cierpię zdejmowania hybryd. Moment w którym muszę owinąć wszystkie paznokcie w folię i czekać sto lat aż wszystko mi odpadanie żeby nie zniszczyć paznokci, brzmi jak totalne marnowanie czasu, zwłaszcza gdy pomyślę sobie, że tę bazę ściąga się z paznokci w sekundę.
Przyznam Wam szczerze, że miałam obawy co do tej bazy. Na początku martwiłam się, że baza totalnie się u mnie nie sprawdzi i odpadnie mi z paznokci po jednym dniu (co się nie stało, ale o tym później) a kiedy przyszedł czas na ściąganie paznokci to martwiłam się czy to naprawdę zadziała i czy nie przyniesie więcej szkód niż pożytku. W końcu zawsze każdy mówił, że nie wolno zdrapywać lakieru bo to niszczy płytkę! Tu jest wręcz przeciwnie. Drewnianym patyczkiem lub radełkiem należy podważyć lakier i po prostu go usunąć, a na koniec przetrzeć paznokcie cleanerem i już gotowe!

Z tą bazą ściąganie lakieru trwa naprawdę sekundę, a do tego paznokcie są w nienaruszonym stanie. Wszytko cudownie z nich odchodzi, nie ma miejsc, w których został by kawałek bazy bądź lakieru i też nie trzeba się martwić, że w jakikolwiek sposób uszkodzimy płytę paznokcia.

To filmik na którym możecie bardzo dokładnie zobaczyć,
jak banalnie ściąga się hybrydę z tą bazą

Ja w tej bazie widzę praktycznie same plusy. Na moich paznokciach sprawdza się rewelacyjnie. Zawsze przy innych bazach miałam problem z tym, że po kilku dniach lakier mi odpryskiwał (najczęściej na prawej ręce) przez co musiałam zmywać i malować jeszcze raz, a przy tej bazie lakier trzyma mi się jak szalony. Do tego przez to że bazy nie trzeba utwardzać w lampie ani ściągać przy użyciu acetonu paznokcie są mniej narażone na zniszczenie. Jednak zauważam jeden malutki minusik, który dotyczy tego, że przy tej bazie końcówki paznokci po kilku dniach się ścierają, ale i tak patrząc na wszystkie inne plusy, które ma ta baza staje się ona moim ulubieńcem i jak na razie nie wyobrażam sobie zamiany jej na zwykłą.


Choć została mi przekazana mała wskazówka dotycząca tego, że odsłaniają mi się końcówki paznokcia z tą bazą - po prostu prawdopodobnie źle zabezpieczam wolny brzeg paznokcia bazą a potem kolorem przez co manicure się obsuwa. 
Jeśli jesteście ciekawi ceny, to możecie ją kupić za około 30zł - jest to cena za 8ml produktu.
Co myślicie o bazie, mieliście już okazję ją testować?
Jeśli nie, to zapraszam Was na mojego instagrama gdzie własnie trwa konkurs, gdzie do zgarnięcia jest własnie ta baza! :)
KLIKNIJ aby wziąć udział w konkursie

15:38

Rzeczy o których warto wiedzieć przed przyjazdem do Egiptu

Rzeczy o których warto wiedzieć przed przyjazdem do Egiptu
W świetle tego, co dzieję się teraz na świecie, Egipt jest dość kontrowersyjnym miejscem jeśli chodzi o wakacyjne wyjazdy. Z drugiej strony łatka 'niebezpiecznego' kraju przekłada się na to, że wycieczki stają się coraz tańsze, a to zdecydowanie bardziej zachęca niż odstrasza spragnionych słońca turystów. Egipt był, jest i będzie miejscem, do którego co roku przyjeżdża masa ludzi nastawionych na odpoczynek i dobrą zabawę, jednak przed przyjazdem tam warto wiedzieć o kilku rzeczach, które z pewnością okażą się pomocne.

O wszystkich tych rzeczach dowiedziałam się dlatego, że sama w tym roku spędzałam swoje 22 urodziny w Egipcie i od razu Wam powiem, że pomimo tego, że przed wyjazdem każdy kto słyszał, że wybieram się w tamte rejony patrzył się na mnie z przerażeniem jakbym wybierała się na wojnę, to mimo to Egipt a konkretniej Hurghada, okazała się dla mnie bardzo bezpieczna i nawet pomimo tego, że jestem blondynką to nikt nie chciał mnie kupić za wielbłąda.


Zaczynając od podstaw, to planując wakacje w Egipcie musicie pamiętać o tym, że  potrzebny będzie Wam paszport. Nie jest to już strefa Schengen ani Europa, więc nie dostaniecie się tam tylko z dowodem osobistym. Do tego paszport musi być ważny dłużej niż 6 miesięcy, licząc od czasu gdy tam będziecie.

Kolejne co jest potrzebne, aby przekroczyć lotniskowe bramki to wiza. Można ją kupić w Polsce, przez internet albo tak jak my to zrobiliśmy na miejscu, zaraz po tym jak wysiedliśmy z samolotu. Miejsca gdzie możecie ją kupić są dwa i w sezonie różnią się one kolejkami i ceną. Pierwszym miejscem jest bank, który znajduje się na lotnisku. Cena w nim zawsze jest niższa o kilka dolarów, przez co też kolejka zazwyczaj jest o wiele większa niż jeśli wybierzecie opcje drugą - czyli kupowanie wizy przy stoisku biura podróży z którym przylecieliście do Egiptu (o ile organizowaliście swój pobyt z biurem a nie na własną rękę). Jest to z pewnością o wiele szybsza opcja, jeśli zależy Wam na czasie. Pod koniec kwietnia, kiedy my byliśmy, cena wizy w banku wynosiła 25$ a przy stoisku biura 28$.

Jadąc do Egiptu przygotować się musicie też na to, że panują tam trochę inne zasady ruchu drogowego. Mówiąc trochę inne mam na myśli, że rzadko kiedy przestrzega się tam jakichkolwiek zasad. My podróżując łącznie cztery razy busami na szczęście nie mieliśmy żadnych sytuacji zagrażających naszemu życiu, ale to co bardzo łatwo tam zauważyć, to fakt, że trąbienie zastępuje im wszelkie komunikaty. Jeśli ktoś chce zmienić pas z lewego na prawy to zamiast kierunkowskazu trąbi, jeśli coś mu się nie podoba - trąbi, jeśli widzi kogoś znajomego - trąbi, jeśli zjeżdża - trąbi, jak wyprzedza - trąbi i nawet jak widzi ładną dziewczynę na drodze i chce jej to zakomunikować to po raz kolejni trąbi - jest określona liczba razy ile trzeba zatrąbić żeby coś zakomunikować, ale wybaczcie nie pamiętam. Nawet jeśli po drodze jedzie taksówka i chce Was zabrać to też będzie na Was trąbić do czasu aż nie zrozumie, że nie jesteście zainteresowani.


Taksówki to też ważny punkt do poruszenia, zwłaszcza jeśli chcecie się gdzieś dostać na własną rękę. Oczywiście możecie iść na przystanek, wybrać busa i bardziej wtopić się w kulturę i otoczenie, ale jeśli nie jesteście na to gotowi, to na każdym rogu znajdziecie taksówki. Po raz kolejny są dwa typy taksówek, które wyglądają tak samo, ale różnią się oczywiście ceną. Pierwsze, droższe to te, które mają podpisane kontrakty z hotelami i możecie je znaleźć właśnie w okolicach hotelu, bądź po prostu zamówić je w recepcji. Te tańsze, to taksówki, które jeżdżą po ulicy i nawołują swoich klientów trąbieniem. Ważne jest to, że kiedy już zdecydujecie się na przejazd taksówką to pierwsze co musicie zrobić od razu gdy do niej wsiądziecie, to oprócz oczywistego ustalenia miejsca, gdzie jedziecie, to drugie najbardziej istotne to cena, którą zapłacicie za przejazd. Jest to inaczej niż w Polsce, gdzie zazwyczaj pod koniec kursu dowiadujemy się ile zapłacimy, w Egipcie takie rzeczy trzeba ustalać od razu - cenę za przejazd i walutę jaką będziecie płacić. Jednak nawet pomimo tego, że macie już na początku coś ustalone to na 99% na koniec i tak czeka Was kłótnia i kolejne targowanie się o cenę, bo kierowcy tam bardzo szybko zapominają co było wcześniej ustalone i liczą, że jednak jeszcze uda im się coś ugrać, z turystami, którzy zazwyczaj się śpieszą i chcą mieć to jak najszybciej z głowy. 

Mówiąc o walutach, to są miejsca w Egipcie, w których możecie zapłacić tak naprawdę każdą walutą świata, ważne tylko by pieniądze się zgadzały. Jednak ustawowo zapłacić tam możecie w dolarach amerykańskich, euro bądź w funtach egipskich. 

W płaceniu za usługi jest kolejna ważna rzecz czyli napiwki, a mówiąc bardziej precyzyjnie bakszysz. Jest to coś w rodzaju wymuszonego napiwku, jałmużny, na którą czeka tam każdy, bo jest to mocno zakorzenione w egipskiej kulturze. W hotelach każdy kto Was obsługuje liczy, że dostanie od Was jakieś grosze, bo wtedy wydaje mu się, że robi coś dobrze, a Wy wynagradzacie go za jego prace. Ma to swoje plusy, bo gdy dajecie napiwki to kelnerzy Was zapamiętują, wiedzą jakie drinki lubicie, są na każde Wasze zawołanie i nie musicie czekać na kolejny napój bo oni już biegną z kolejnym jak widzą, że ten pierwszy Wam się kończy. Jednak jak wszystko ma to swoje minusy. Kiedy jednego dnia nie zostawiliśmy panu od sprzątania napiwku, to nie dostaliśmy ani wody ani papieru toaletowego, a kiedy byliśmy na wycieczce to pod sam koniec pan, który płyną statkiem chodził od jednej osoby do drugiej z koszyczkiem i czekał aż ktoś mu coś tam wrzuci, jakby to miało być wyznacznikiem czy nam się podobało czy nie. 

A nie dostanie wody w butelce może mieć poważne skutki. Jak pewnie wiecie w Egipcie jest coś takiego jak klątwa Faraona, a żeby jej nie dostać trzeba przestrzegać kilku prostych zasad. Dlatego wspominam o wodzie bo ona jest najistotniejsza. Przez to, że w Egipcie jest inna flora bakteryjna niż w Polsce, to jest kategoryczny zakaz picia wody z kranu. Zęby trzeba myć wodą w butelki, najlepiej nie brać napoi, w których są kostki lodu, bo nigdy nie wiadomo z jakiej wody są robione. Jedzenie owoców i warzyw też może być ryzykowne dlatego najlepiej wybierać tylko takie które można obrać przed zjedzeniem i najlepiej, gdy możecie zrobić to sami. 

Może się jednak zdarzyć, że all inclusive wejdzie za mocno i przez jedzenie gofrów, lodów, ryb i mięs naraz albo przez jedzenie w niesprawdzonych miejscach na mieście poczujecie, że z Waszym żołądkiem dzieje się coś złego, to wtedy na ratunek przychodzą apteki, które również są na każdym rogu i powinny być też w większości hoteli. Najlepiej jednak na taką ewentualność przygotować się przed wyjazdem, pakując do walizki kilka leków, które na pewno szybko pomogą. Egipskie apteki żyją swoim życiem, a ludzie pracujący tam jak wszędzie liczą na jak największy zysk, dlatego jeśli widzą, że ktoś ledwo trzyma się na nogach, jest potrzebujący i z pewnością nie ma siły by biegać po wszystkich okolicznych aptekach, to wykorzystują ten fakt i wtedy słowo targowanie nie istnieje. Trzeba być wtedy przygotowanym, że wyda się krocie za lek, bo oni wiedzą, że i tak go potrzebujecie więc mogą sobie na to pozwolić.


Egipt z pewnością większości kojarzy się z bazarami, na których można kupić dosłownie wszytko i jeszcze więcej. My nie zdecydowaliśmy się na wycieczkę na tradycyjny bazar, głównie dlatego, że obok hotelu mieliśmy mnóstwo sklepów i nawet jeden taki, który spodobał nam się najbardziej i tam zrobiliśmy wszystkie swoje zakupy. Był to jedyny w okolicy 'cywilizowany' sklep. Czyli w środku nikt nie podchodził i nie proponował by najlepiej kupić wszystko, na produktach były ceny, więc nie trzeba było się targować, był też czytnik cen, a przy kasie można było płacić w wielu walutach, w polskich złotówkach nie, ale może to tylko kwestia dogadania. 
Reszta sklepów była mniej 'cywilizowana' sprzedawcy podchodzili, zachęcali, ale z tego co słyszeliśmy i tak są o wiele mniej nachalni niż było to jeszcze kilka lat temu. Wszytko związane jest z tym, że nowy egipski rząd chce odbudować pozycje Egiptu jako super miejsca na wakacje, przez co wprowadza kary dla namolnych sprzedawców, które mogą wynosić nawet 100.000 funtów egipskich. Dlatego jeśli ktoś zrobiłby coś co nam by się nie spodobało, to można było zgłosić to policji i wtedy ona już zajęłaby się taką osobą. Myślę, że to też jest powód dla którego odebrałam Egipt jako bezpieczne miejsce, nikt praktycznie nas tam nie zaczepiał, nie łapał za ręce i nie zamykał w sklepach. Obsługa w hotelu była miła i nie miałam poczucia, że jestem w miejscu, w którym mogłabym być zagrożona w jakikolwiek sposób. Może to jest też spowodowane tym, że nie byliśmy w mega zatłoczonych miejscach, nie wybraliśmy się na bazar ani nie jechaliśmy aby zwiedzać piramidy, głównie dlatego, że myśl o jechaniu przez połowę Egiptu przez 6 godzin, cały czas pod eskortą policji, nie brzmiała zachęcająco. Jednak i tak wybraliśmy się na wycieczkę by popływać statkiem, snurkować i wygrzewać się na ładnej prywatnej plaży ( o tym wszystkim wspominałam Wam już na moim instagramie jak mnie nie obserwujecie, to nie wiem na co czekacie ;p - @vanillia96

Jeśli chodzi o zakrywanie swojego ciała, za każdym razem gdy wychodziliśmy na miasto, to nie było czegoś takiego. Jadąc tam w walizce miałam kilka chust, by mieć się czym zakryć na wszelki wypadek i nawet gdy pierwszy raz wyszłam poza hotel miałam na sobie sukienkę maxi jednak nie było to zupełnie potrzebne. Po raz kolejny widok blond włosów i odkrytego ciała nie robił tam na nikim wrażenia. Jednak trzeba pamiętać, że jednak są miejsca, gdzie trzeba przestrzegać takich zasad, głównie gdy planuje się wycieczki do świętych miejsc bądź na targowiska, wtedy od kobiet wymagana jest odpowiednia długość sukienki i chusta zakrywająca głowę i ramiona. 


Chusty jeśli nie wykorzystacie ich na mieście, to z pewnością przydadzą Wam się w walce ze słońcem, które świeci o wiele mocniej i opala o wiele szybciej niż to w Polsce. Przed przyjazdem warto pamiętać o zabraniu ze sobą kremów z wysokim filtrem i o stosowaniu ich każdego dnia, no chyba, że zamiast brązowej opalenizny wolicie czerwonego raczka. 

Ceny w Egipcie też są śmiesznie niskie. Wynajem mieszkania na miesiąc to koszt 100$. Pamiątki w sklepach kosztują grosze, tak samo jak jedzenie i słodycze, którymi my pod koniec wyjazdu się zapychaliśmy i wychodząc ze sklepu z pełną siatą rzeczy często nawet trudno było uzbierać 1$ jako łączny koszt wszystkiego. W Egipcie też zabronione jest sprzedawanie alkoholu w sklepach, co wiąże się bardziej z religią niż polityką, dlatego jeśli chcecie przywieźć jakiś super trunek z zagranicy to kupić będziecie go mogli tylko na lotnisku, choć wybór i tak nie jest wielki.



To chyba już wszystkie rzeczy o których chciałam Wam wspomnieć z serii 'warto wiedzieć'. Jeśli Wy też kiedyś byliście w Egipcie i macie coś do dodania to koniecznie piszcie w komentarzach - pomagajmy sobie nawzajem <3
Zapraszam Was też na mojego instagrama - @vanillia96 , gdzie nadal dodaje zdjęcia z wyjazdu. Super będzie Was mieć też i tam! <3


15:14

Recenzja | Kawaii Box Kwiecień 2018

Recenzja | Kawaii Box Kwiecień 2018
Kawaii Box jest to jak sama nazwa wskazuje pudełko ze słodkimi rzeczami, które możemy dostawać co miesiąc jeśli zdecydujemy się na subskrypcje. Do mnie to pudełeczko przyszło już kilka tygodni temu, do małego przetestowania i podzielenia się swoją opinią z Wami. Muszę Wam przyznać, że byłam strasznie ciekawa tego co znajdzie się w środku i podkładałam wielką nadzieję, że znajdę tam same fajne rzeczy.
Co do samej dostawy, to moje pudełeczko z Singapuru szło coś około tygodnia, więc co do tego to wielki plus, bo szczerze doświadczona zamawianiem z azjatyckich stron byłam nastawiona na czekanie o wiele dłużej. Jednak samo to jak pudełko do mnie przyszło już mnie rozczarowało. Pierwsze co, to zaskoczyłam się rozmiarem, bo byłam nastawiona na to, że pudełko będzie o wiele większe, a najgorsze jest to, że pudełko nie było w żaden sposób zabezpieczone. Czyli oryginalne pudełko, w którym znajdują się wszystkie rzeczy było owinięte raz taśmą, z drugiej strony były napisane dane do wysyłki, w rezultacie pudełko przyszło do mnie rozwalone i niewiele brakowało by coś z niego wypadło.
Pierwsze co przykuło moją uwagę, gdy otworzyłam pudełko były pluszaki. Ja ogólnie za bardzo nie patrzyłam na stronie na poprzednie pudełka i na to co można w nich znaleźć bo nie chciałam sobie psuć niespodzianki, więc jak zobaczyłam, że dwie z ośmiu rzeczy to miśki to po raz kolejny się rozczarowałam. Do tego jeden z tych miśków jest większy niż całe to pudełko, także chyba znalazłam winnego tego, że pudełko nie wytrzymało, bo nawet kiedy chciałam wszytko z powrotem włożyć i zamknąć to się nie dało, także podziwiam ludzi którzy są odpowiedzialni za pakowanie. Jednak oceniając miśki w skali Kawaii, to chmurka zdecydowanie zwycięża z dużym królikiem, bo moim zdaniem jest słodsza i ładniejsza. Nawet myślałam o tym by powiesić sobie ją w samochodzie, ale nie jestem przekonana czy będzie pasowała do wystroju.
Kolejną rzeczą, którą zobaczyłam, to kolorowy lód i pierwszą moją myślą było to, że jest to coś do zjedzenia i nawet jak wyjęłam loda z opakowania to zaczęło pachnąć na maksa kokosem, ale niestety nie jest to nic do zjedzenia. Przez producenta jest to opisane jako rzecz, którą można użyć do ozdoby torebki lub telefonu, trochę nie wiem do końca jak, bo nie ma niczego do przyczepienia w sobie, ale równie dobrze można to gnieść w rękach... jak kto woli, pełna dowolność.
Następnie znalazło się coś co można zjeść! Już na instastory mówiłam Wam, że jak otworzyłam te żelki  to pachniały obłędnie i miałam nadzieję, że będą tak samo smakować, ale niestety w smaku nie są jakieś za specjalne, po prostu zwykłe owocowe żelki. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego, ale wielki plus za zapach, bo jest naprawdę mega! (szkoda, że nie mogę Wam go tu jakoś wysłać, bo jestem pewna, że też byście się zakochali)
Idąc dalej mamy psiaka, który jest mini notatnikiem. Czy jest cute? hm.. myślę, że są o wiele słodsze zwierzaczki, na przykład kotki, ale jako mini gadżecik jest naprawdę spoko. Zmieści się do każdej torebki albo po prostu może leżeć na biurku i czekać na moment w którym ktoś zostawi słodką notatkę w kształcie psiaka.
Nawet mamy czym napisać tę słodką notatkę, bo kolejną rzeczą jest długopis, różowy z flamingiem u góry, który robi furorę u mnie na uczelni, bo przykuwa uwagę każdego za każdym razem jak go wyjmę. Jest naprawdę słodki i kawaii więc to się im udało w tym pudełku.
Ale to jeszcze nie koniec, bo już napiszemy tę słodką psiakową notakę długopisem z flamingiem to przydałoby się ją jakoś powiesić na przykład na lustrze i wtedy z pomocą przybywa taśma, która jest przedostatnią rzeczą w pudełku. Przyznam Wam szczerze, że jak zobaczyłam opakowanie to pomyślałam, że jest to pomadka do ust w słoiczku, a tu zaskoczenie i mamy słodką taśmę. Czemu słodką, bo ma na sobie napisy.
Ostatnia rzecz nie bez przypadku jest pokazywana jako ostatnia, bo po prostu najmniej mi się spodobała -  w sumie tak samo jak pluszakowy króliczek. Są to naklejki lunch box, czyli mamy tysiące jedzonka, kilka talerzy i sztućców i możemy sobie zrobić własne zestawy. Mnie to nie jara, jestem już zdecydowanie za stara więc muszę to i pluszaka oddać w inne mniejsze ręce.

Koszt takiego Kawaii Boxa to 19.90$ (za miesięczną subskrypcję z której można zrezygnować po jednym razie) czyli jakieś 60-70 złotych. Moim zdaniem jest to zdecydowanie zbyt duży koszt, biorąc pod uwagę, że nie każda z tych rzeczy jest użyteczna i z pewnością można znaleźć te rzeczy taniej w internetach.
Jednak pełną ocenę zostawiam dla Was, czy ktoś z Was zdecydowałby się na taki box?
GIVEAWAY