19:09

Ulubieńcy Lutego | Holika Holika, Lancome, Oriflame i inni...

Ulubieńcy Lutego | Holika Holika, Lancome, Oriflame i inni...

Tak wiem, że mamy już połowę miesiąca i tak wiem, że ulubieńcy powinni być na jego początku, ale robię ich pierwszy raz w życiu więc mam nadzieję, że mi wybaczycie. Nie wiem czy tę serię będę robić co miesiąc - bo chyba nie zmieniam aż tak często produktów, które używam - ale z pewnością co jakiś czas na moim blogu będą pojawiać się ulubieńcy. Czyli zbiór wszystkich rzeczy, które odkryłam i polubiłam w danym miesiącu. Nigdy wcześniej ich nie robiłam, bo zawsze mi się zdawało, że takie rzeczy o wiele lepiej się ogląda niż czyta na blogu, ale może tylko ja tak myślałam? A poza tym myślę, że fajnie jest Wam pokazać na raz kilka rzeczy, które lubię zamiast robić osobne posty o każdym produkcie, ale już nie przedłużając zapraszam Was na moich pierwszych ulubieńców!

instagram - @vanillia96

Zacznę od tego, że w lutym byłam w Poznaniu, czy Poznań jest moim ulubieńcem... nie? Zdecydowanie nie. Było mroźno, nie zwiedziłam zbyt dużo, choć po mimo dużych chęci bardzo chciałam zobaczyć chociaż koziołki, ale bądźmy szczerzy są o wiele za wcześnie. Mimo to mogę powiedzieć, że Poznań jest naprawdę ładnym miastem i wartym pojechania tam gdy jest ciepło. Poznań ma też jedno fajne miejsce, które naprawdę mi się spodobało i nawet byłam w tym samym miejscu niedawno w Warszawie ale już nie podobało mi się tak bardzo jak w Poznaniu. 

Ale wracając do tego właściwego miejsca, które mi się spodobało to jest to Pankejk!Jak sama nazwa wskazuje jest to naleśnikarnia, która już w pierwszym momencie ujęła mnie swoim wyglądem i tym, że jest typowo instafriendly miejscem - dlatego nawet podzieliłam się tym, że tam byłam z Wami na moim instagramie. Drugą moją miłością w tym miejscu były świeżo wyciskane soczki, naprawdę jeśli tam będziecie to polecam Wam zamówić, któryś z nich bo są pyszneeee! Naleśniki też są dobre i niektóre mają dość nieoczywiste połączenia jak na przykład brokuły i masło orzechowe, nie wiem jak to smakuje bo nie próbowałam, ale te, które ja sobie wybrałam były jak najbardziej okej. Na pewno, gdy będę jeszcze kiedyś w Poznaniu to odwiedzę to miejsce, bo myślę, że warto. :)


Moim największym odkryciem i ulubieńcem tego miesiąca, jest ten żel aloesowy od Holika Holika, który zamówiłam na promocji na cocolicie. Ja o tym żelu słyszałam już bardzo dawno mega dużo pozytywnych opinii, o tym jaki jest super i jak działa na wszytko świetnie. Później jednak czytałam negatywne opinie głównie na temat jego składu, który niby kusi 99% aloesu, ale nie jest to ten cudowny i wszędzie zachwalany miąższ tylko inne składniki. Szczerze nie zagłębiałam się w to jakość szczególnie tylko stwierdziłam, że sama na własnej skórze go przetestuje. Pomimo tego, że jest to produkt, który można stosować i do ciała i włosów, jako serum i jako krem do depilacji i na podrażnienia i na tysiąc innych sposobów to ja głównie używam go na moją twarz. Moja cera od końca wakacji przechodziła przeróżne dziwne etapy od bycia normalną cerą po bycie suchą i tłustą z mnóstwem niedoskonałości na raz. Zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi i czym to jest to spowodowane i tak naprawdę pomimo moich starań nic jej nie pomagało, aż do czasu gdy zaczęłam używać tego żelu. Uwierzcie, że na mojej buzi zdziałał cuda i totalnie ją ukoił przez co wszystkie niedoskonałości po prostu się zaleczyły, przyśpieszył ich gojenie, a moja skóra nie jest już tak sucha jak była i nie mam mnóstwa suchych skórek, które były dosłownie wszędzie. Żel też mi się świetnie sprawdza jako krem stosowany po depilacji, koi skórę więc później nie powstają żadne podrażnienia. Jego wielkim plusem jest też wydajność, bo naprawdę malutka kropelka starcza na posmarowanie całej twarzy. Lubię go też za konsystencje, która jest bardzo lekka i za to uczucie odświeżenia, które daje po nałożeniu. Do tego wchłania się jak szalony i nie pozostawia po sobie żadnej lepkiej ani tłustej warstwy. Mega Wam go polecam jeśli szukacie wielozadaniowego produktu. 

Zostając w tematyce twarzy to teraz przedstawiam Wam mój ulubiony podkład w tym miesiącu. Tak naprawdę dostałam go już jakiś czas temu, ale tak sobie leżał w szafce i pewnie gdyby nie to, że wszystkie moje podkłady na raz stwierdziły, że się skończą, a ja potrzebowałam wyjść z domu, to bym go nie użyła. Mowa o podkładzie z Oriflame the one everlasting foundation, który ja mam w najjaśniejszym porcelanowym kolorze. Nie byłam do niego przekonana dlatego, że wpada on w różowe tony, a ja zawsze twierdziłam, że powinnam ich unikać i że taki podkład na pewno nie będzie dobrze na mnie wyglądał. Niespodzianka! Jeśli chodzi o odcień jest on świetnie dobrany do koloru mojej cery w tym momencie, do tego podkład zachwycił mnie swoją lekkością. Swoją konsystencją i tym jak się rozprowadza bardzo przypomina mi krem BB, czyli nakładając go mam wrażenie, że nakładam krem nawilżający, a nie podkład. Pomimo tego, że jest lekki to jego krycie jak dla mnie jest zadowalające. Nie jest to mocne krycie, które zakryje wszystko, ale powiedziałabym, że jest średnie i że można je delikatnie budować. Do tego podkład wygląda bardzo naturalnie na twarzy, wręcz się w nią wtapia. Nie daje efektu matowej skóry, a na twarzy utrzymuje się przez cały dzień, ścierając się tylko w tych miejscach, w których moja cera bardziej się przetłuszcza. Ważne jest też to, że nie podkreśla suchych skórek, ani nie zastyga na twarzy w taki sposób, że podkreśla nawet nie widoczne zmarszczki. Może nie jest to podkład, który poleciłabym dla dziewczyn, które lubią mocne krycie i efekt matu, ale z pewnością jest to podkład warty zainteresowanie dla tych z Was, które szukają czegoś lekkiego i naturalnie wyglądającego. 


Jeśli chodzi o maskary to miałam swojego dłuuugiego ulubieńca czyli tusz z Maybelline Lash Sensational, ale gdy dostałam te maskarę z Lancome Monsieur Big, to tamta poleciała na drugie miejsce. Szczerze ubolewam nad tym, że ta mi się kiedyś skończy, a zdrowy rozsądek mówi żebym jej nie kupowała jeśli troszczę się o stan swojego portfela, ale ona jest genialna! To jak ta maskara wydłuża rzęsy i je pogrubia jest świetne. Na szczoteczkę już od pierwszego użycia nabiera się tylko tyle produktu ile potrzeba przez co moje rzęsy nigdy się przy niej nie skleiły, ani nie wyglądały źle, są po prostu idealnie rozdzielone. Przez cały dzień też nic się nie osypuje ani nie tworzy się efekt pandy. Ten tusz jest naprawdę najlepszym z wszystkich, które miałam okazję już testować. Big love.


Moim ostatnim ulubieńcem lutego jest serial Riverdale, który zaczęłam oglądać na początku miesiąca i już pierwszego dnia tak się wkręciłam, że obejrzałam aż cztery odcinki z rzędu. Jest to kryminał dla nastolatków, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, aktorzy są piękni, klimat i nawiązania do lat 60 są cudowne, jest też mnóstwo miłości, morderstw i zagadek, dlatego naprawdę spodobał mi się ten serial i polecam go dosłownie każdemu kto zapyta mnie o coś do obejrzenia. (Drugim serialem który polecam jest the end of the fuc*ing world, jest tak głupi że aż cudowny, szkoda tylko, że tak krótki) 


To tyle z moich pierwszych ulubieńców lutego! Mam nadzieję, że Wam ta seria przypadnie do gustu - w komentarzach chętnie poczytam o tym co Wy lubiliście w lutym i co polecacie :)
Zapraszam też na mojego instagrama - @Vanillia96 - może uda nam się dobić do 27K? :)

19:56

Marynarka w kratkę | Pokaz nowej kolekcji House

Marynarka w kratkę | Pokaz nowej kolekcji House

Cześć Kochani!
Już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na takiej typowo blogowej sesji, gdzie moim celem było zrobienie więcej niż jednego zdjęcia, które pokazywałoby Wam moją stylizację od góry do dołu. Tak więc dzisiaj, korzystając z cudownej pogody i tego, że powietrze coraz bardziej pachnie wiosną, przy okazji spaceru w pięknym miejscu od razu zrobiliśmy zdjęcia. Wybrałam tę stylizację, nie tylko dlatego, że jest bardzo wygodna, ale też dlatego, że gdy kilka dni wcześniej dodałam Wam zdjęcie z eventu na mojego instagrama, na którym byłam właśnie tak ubrana i sporo osób pytało skąd są poszczególne rzeczy. 

Marynarka, którą mam na sobie to mój ostatni łup zakupowy, z kompletnie spontanicznych zakupów, robionych tuż przed zamknięciem galerii. Koszulkę możecie kojarzyć z mojego postu o tym jak kupować na NAKD (dla tych, którzy nie widzieli link macie - TU). Jest prosta, z napisem - czyli taka jaką najbardziej lubię jeśli chodzi o t-shirty.Nie jest za długa, dlatego powędrowała w spodnie, które ostatnio męczę jak tylko mogę i stylizuje z czym się da.


Marynarka - Bershka
Koszulka - NAKD
Spodnie - Stradivarius
Buty - H&M
Okulary - Sinsay
Torebka - Answear
Pasek - Orsay

A mówiąc jeszcze o evencie, to dokładnie w dzień kobiet miałam okazję wybrać się na pokaz nowej kolekcji House'a. Powinnam teraz dodać, że nigdy wcześniej nie byłam na żadnym evencie tego typu, dlatego byłam strasznie podekscytowana jak dostałam zaproszenie, a przy okazji zupełnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać i jak to będzie wyglądać. Sam pokaz kolekcji był na zasadzie showroomu, gdzie każda z zaproszonych osób mogła podejść do wieszaków i przejrzeć wszystkie nowości. Mnie osobiście spodobało się kilka rzeczy więc z pewnością będę ich niedługo szukać w sklepach (i wcale nie jest to pretekst to kolejnych zakupów). Na samym evencie było sporo osób, nie tylko blogerzy, ale też osoby, które można kojarzyć z seriali i telewizji. Było mnóstwo dobrego jedzenia, konkursy, muzyka i przyjazna atmosfera, dlatego jak na pierwszy event, na którym miałam okazje być, to było OK.

To tyle na dziś, mam nadzieję, że takie krótsze notki też będą Wam się podobać. I jak zawsze zapraszam Was na mojego instagrama i instastory Vanillia96 - już 15 marca startuje z kolejnym konkursem dla Was z mega nagrodami między innymi nową czekoladową paletką od Too Faced!

15:22

Revlon colorstay| Jak sprawić by podkład wyglądał dobrze na buzi?

Revlon colorstay| Jak sprawić by podkład wyglądał dobrze na buzi?
Dzisiaj będzie trochę o podkładach i o tym jak sprawić by nie tworzyły maski na twarzy, a wszytko to na przykładzie mojego najmniej ulubionego podkładu drogeryjnego jakim jest Revlon Colorstay.
Zazwyczaj staram się Wam jedynie pisać o kosmetykach, które mi się sprawdzają i które z czystym sumieniem mogę Wam polecić, ale też wiem, że Revlon nadal jest jednym z tych podkładów, który kusi i jest wybierany przez młode dziewczyny z nadzieją, że będzie to lek na całe zło i sprawi, że cera będzie nieskazitelna bez żadnych niedoskonałości. 
Ja sama będąc jeszcze liceum zdecydowałam się go kupić właśnie dlatego, że był wszędzie zachwalany jako najlepszy drogeryjny podkład, który sprawi, że moja cera będzie idealna. Nie muszę Wam chyba mówić, że rozczarowałam się strasznie i starałam się na milion sposobów sprawić by wyglądał na mojej buzi choć troszkę dobrze, ale wtedy to mi się nie za bardzo udawało. 
Jako, że moja pielęgnacja buzi od tego czasu dość bardzo się zmieniła, a moja widza na temat kosmetyków się powiększyła, to jakiś czas temu widząc go na promocji stwierdziła, że kupię go ponownie, z nadzieją, że tym razem się polubimy. 
Zaczynając od tego co sam producent mówi na temat tego podkładu, to głównie zachwalany jest przez swoje mocne krycie. Jest beztłuszczowy, ma nie zatykać porów i utrzymywać się na buzi przez 24 godziny. 
Co do tego jak wygląda to w rzeczywistości to z pewnością nie powiedziałabym, że ten podkład ma mocne krycie. Bardziej skłaniałabym się do powiedzenia, że jest średnie, i że za o wiele mniejszą cenę w drogerii można kupić podkłady, które mają o wiele lepsze krycie i wizualnie na buzi też lepiej wyglądają. Bo do tego jak podkład wygląda na buzi mam wielkie zastrzeżenia, głównie dlatego, że robi ogromną maskę, a przez swoje matowe wykończenie sprawia, że cera wygląda niezdrowo. Konsystencja podkładu jest dość rzadka i lejąca się, ma też to do siebie, że szybko zastyga na buzi. Nie zauważyłam jednak by zatykał moje pory więc z tym się zgodzę, a czy utrzymuje się na buzi przez 24 godziny to szczerze wątpię. Już po całym dniu noszenia go na buzi widać, że w niektórych miejscach się ściera i ma to do siebie, że się waży. Ale z drugiej strony, kto nosi podkład przez 24 godziny? ;)

Głównie właśnie dlatego, że podkład nie za dobrze kryje, a w sumie czasem bardziej podkreśla to co powinien zakryć, waży się na twarzy i daje zbyt matowe wykończenie (o ile tak można powiedzieć) po prostu nie jest to mat, który wygląda dobrze, to są powody, dla których nie lubię tego podkładu i nie polecam go nikomu, kto mnie o niego zapyta. 
Ale też wiem, że dużo dziewczyn go kupuje, a później tak samo jak ja kilka lat temu, robią wszytko by podkład wyglądał dobrze, więc dziś podzielę się z Wami moimi kilkoma trikami dzięki którym ten podkład wygląda lepiej. 
Pierwsze i najważniejsze jest przygotowanie cery. To tyczy się wszystkich podkładów by wyglądały dobrze. Ważne jest systematyczne robienie peelingów enzymatycznych bądź mechanicznych i nawilżanie cery. Jednak jak przed niektórymi podkładami nie nałożenie kremu nawilżającego pod nie sprawi żadnej równicy to tu jest to dość ważne. Taki krem jednak nie może być za tłusty, by nie sprawił, że podkład spłynie nam z twarzy po kilku chwilach i musi bardzo szybko się wchłaniać, no chyba, że rano macie trochę czasu by czekać aż się wchłonie i móc nałożyć podkład. Ja do tego celu używam kremu nawilżającego o przedłużonym działaniu hydrain2 od dermedic, który szybko się wchłania, ma lekką konsystencje i nie tylko dobrze nawilża, ale jest też dobry dla osób, które borykają się z trądzikiem. 
Drugie ważne przy tym podkładzie jest to by załagodzić efekt matu jaki daje. Cera, która ma w sobie trochę błysku od razu wygląda zdrowiej i promienniej, dlatego ja od razu po nałożeniu kremu nawilżającego sięgam po bazę rozświetlającą. Tę z nspa dostałam kiedyś w jakimś pudełku z naturalnymi kosmetykami i muszę Wam powiedzieć, że sprawdza się naprawdę ok. Potrzeba jej odrobinkę by nałożyć ją na całą twarz, a rozświetlenie dają takie malutkie drobinki, przy okazji naprawdę ładnie pachnie więc kolejny plusik. 

Kolejnym etapem jest już po prostu nałożenie podkładu, ale tu też jest ważne czym i jak to zrobimy. Dla tych z Was, które wolą delikatniejsze wykończenie i bardziej naturalny efekt polecam do tego używanie gąbeczki, jednak wtedy też trzeba pamiętać, że podkład straci na swoim kryciu. Podkład należy nakładać cienkimi warstwami, bo ma to do siebie, że jak nałożycie go za dużo w jednym miejscu to oprócz tego, że zastyga bardzo szybko to zaczyna wyglądać bardzo nienaturalnie więc nie ma mowy o efekcie drugiej skóry. Revlonem da się budować krycie więc najlepiej nałożyć go cienko na twarz a potem dołożyć tylko w tych miejscach, które chcecie zakryć, choć i tak myślę, że lepiej w tym celu sprawdzi się korektor - bo im mniej warstw tym lepiej. 

To są właśnie moje proste sposoby na to by ten podkład wyglądał bardziej naturalnie na buzi. Chętnie się dowiem co Wy myślicie o tym podkładzie i czy macie jakieś inne sposoby by polubić się z nielubianym przez Was kosmetykiem. :)

Przy okazji zapraszam Was na mojego instagrama, gdzie niedługo startuje konkurs, gdzie do wygrania będzie między innymi paletka od Too Faced!

@Vanillia96